L6F

Rekrutacja => Podania zaakceptowane => Wątek zaczęty przez: Szarotka w Styczeń 13, 2017, 17:50:34

Tytuł: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Szarotka w Styczeń 13, 2017, 17:50:34
(http://i.imgur.com/A8Br5Hj.png)

Część klimatyczna
- w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.

***

~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanie: Jak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...


Mówili, że to wielka osobistość tego świata. Że nawet bogaci ją poważają i denerwują się w jej obecności. Mówili, że poprowadzi mnie przez ogień i wodę, przez ciemne krainy oraz nieznane ziemie, gdzie dowiem się w końcu kim jestem. Nie opisali jednak, jak wygląda. Więc czekałam, odprowadzając wzrokiem każdego z przechodzących obok mojej ławeczki, kto wydawał się pasować do wyobrażenia o wielkim wojowniku i przewodniku. Nikt jednak nie zaszczycił mnie atencją, zupełnie jakbym była niewidzialna. Nikt prócz tej małej czarnowłosej dziewczynki.
Przypominała typowe dziecko ulicy. W znoszonym sweterku, którego barwy nie szło się już domyśleć oraz długiej burej spódnicy, wiszącej na dziecku na kształt worka. Czarnulkę jednak ozdabiała jej własna uroda: blada skóra, króciutkie jak u chłopca ciemne włosy, oraz niezwykłe, czarne oczy, znacznie starsze niż sugerowały to drobne gabaryty właścicielki. Miała może z siedem lat, chociaż miałam wrażenie że mogłaby mieć i sto, gdyby czas zatrzymał ją właśnie w tej postaci. Szła powoli, nie dostrzegana przez przechodzących, a jednak zręcznie wymijana, zupełnie tak, jak omija się kałużę na chodniku, nie zwracając na nią uwagi. Spojrzała na mnie dwa razy: początkowo z wahaniem a potem z pewnością i przekonaniem o słuszności wyboru. Gdy wyciągnęła do mnie rękę, poczułam że coś się właśnie kończy i że wcale nie pragnę z nią iść. Że wolę zostać tu, na tej mojej ławeczce, choćby niewidzialna ale bezpieczna. Oderwałam wzrok od magnetycznego czarnego spojrzenia, odwróciłam głowę w bok. I wtedy zrozumiałam że jesteśmy tu same. Przechodnie gdzieś przepadli, dźwięki targowiska umilkły. Było pusto i cicho, nawet słońce jakimś magicznym sposobem przeskoczyło ze środka nieba połowę drogi i teraz wisiało już nad zachodem. W ciągu zaledwie kilku sekund. Naprawdę zaledwie?
Dziewczynka uśmiechnęła się. "Przeprowadzę cię do światła". Jej słowa brzmiały tak, jakby decyzja została już podjęta, bez mojego udziału i zgody. Jedyne co musiałam uczynić to ująć jej dłoń. Była drobniutka i chłodna. Można było ją skruszyć, więc bałam się ścisnąć palce. Bałam się też tych czarnych, starych oczu i uśmiechu, który był obietnicą i groźbą jednocześnie. Bodźce zewnętrzne przestawały być istotne, czułam że staje się całością i rozdzieleniem, niczym rój. Nie rozumiałam tylko dlaczego, zmierzając do obiecanego światła, zanurzamy się w coraz większą ciemność...



~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru...


Tym razem drewniane drzwiczki, które otwierałam dziesiątki razy, nie okazały się drogą do naszej piwniczki z winami. Zorientowałam się o tym dopiero wówczas, gdy owe drzwi zamknęły się za mną z cichym stukiem, a długi korytarz przede mną powoli rozjarzał się bladym fluorescencyjnym światłem pnączy, wgryzionych w popękane ściany. Stałam jak kołek z lampką w ręku, zaś umysł usiłował odnaleźć właściwy ciąg przyczynowo-skutkowy. Odruchowy powrót okazał się niemożliwy; pokryte opalizującą powłoką drzwi wyjątkowo dowcipnie zamarzły. W jednej chwili. Siłowanie się z nimi i przekonywanie odpowiednio dosadnymi epitetami straciło na energii, gdy z głębi korytarza dobiegła mnie muzyka. Ktoś grał na fortepianie. W piwnicy...
Pnącza rozświetlały się przede mną bladą zielenią, jakby słyszały kroki i niezdrowym blaskiem zapraszały w głąb. Podziemie było zbyt obszerne by stanowić podpiwniczenie jednego budynku, więc przestałam już wierzyć, że powyżej znajduje się mój dom. Zwłaszcza gdy dotarłam do wielkiej okrągłej sali z olbrzymim stołem, zastawionym jak do weselnej średniowiecznej biesiady. Wszystkie zmysły zaczęły przekrzykiwać się na zmianę w rejestrowaniu specjałów, których większości smaku mogłam się tylko domyślać. Pieczone przepiórki, ryby i wielkie baranie udźce, parujące mięsiste gulasze, ziemniaczki w mundurkach w maśle, zupy w chlebkach, kiełbasy z rusztu, sałatki z warzyw, kutie oraz śmietanowe ciasta, galarety, grzyby w sosach, bakalie w miodzie... wszystko przyprawione tak okazale, aż w człowieku załączał się instynkt łupieżcy, a żołądek udawał że nie jadł od tygodni. Apetyt studził jednak ów czarny fortepian, który grał smętną melodię... sam z siebie.
   Wiele opowieści przychodziło do głowy, widząc takie miejsce. Niby sala balowa, ale jaskinia. Niby uczta, ale nie ma nikogo. Tym niemniej... czuć czyjąś obecność. Potrawy zapachami mamią i kuszą "zjedz mnie", muzyka kołysze przytulnie... aż ma się ochotę tu zostać... wieczerzać... wylegiwać... i już nigdy nie wychodzić...
   Wzdrygnęłam się w ostatniej chwili samokontroli i rzuciłam do jednych z wielu drewnianych drzwi wychodzących z okrągłej sali. Znów opalizowały od środka i znów zamknęły się za mną z cichym stuknięciem. A za nimi rozległ się rumor i jazgot, jakby coś ciężkiego i niekoniecznie kulturalnego zaczęło z impetem wywracać stoły. Moje ciało zareagowało szybciej niż pomyślunek i rzuciło się do ucieczki. Korytarz był podobny do poprzedniego, jednak fosforyzujące pnącza nie nadążały za moją szybkością, toteż biegłam jak zatraceniec, ze światłości w ciemność. W oddali za mną coś wyważyło drzwi, odgłos klekoczących desek odbił się echem po tunelu. Z rozpędu skręciłam w odnogę korytarza. Tu nie było pnączy, ale powietrze było zdecydowanie inne, w dodatku gdzieś w oddali widniała blada poświata. Nie okazała się jednak światłem dnia, jak zakładałam. W niewielkiej pustej grocie, której sklepienia nie było widać, stało okazałe lustro o ruchliwej powierzchni. W korytarzu zaś słychać było już sapanie i tupot czterech ciężkich łap. Cokolwiek biegło, za chwilę miało tu wskoczyć. Niemal czułam gorące zianie stworzenia a wyobraźnia w tempie niewyobrażalnym generowała coraz straszniejszy jego wygląd. Rzuciłam się w stronę lustra w ostatniej chwili. Coś skoczyło mi na plecy.
   Wylądowaliśmy na trawie. Gdzieś w oddali, w promieniach zachodzącego słońca bielał brzózkowy las, niczym z nadmorskich kiczowatych obrazków. Nieopodal skrzypiał skrzydłami stary młyn, pszczoły bzyczały, kwiaty pachniały. Po moich nogach skakał w nieprzytomnej radości mój własny pies, wywijając ogonem z energią, która nosiła jego kudłate ciało na boki. Dyszał przeszczęśliwie z miną "znalazłem cię, znalazłem, nareszcie!". Padłam na trawę z niedowierzającym sapnięciem, oganiając się od liżącego gdzie popadnie ozora. Wieczorne niebo zapalało się gwiazdami, a chmury rozciągały się po całym ciemniejącym sklepieniu jak chude kocury, chcące ogrzać swoje ciemniejące futra. Mącił je poruszający się wolno ogon wieloryba, majestatycznie sunącego swym wielkim cielskiem hen wysoko nad moją głową. Jego niski pomruk rozchodzący się po nieboskłonie brzmiał jak odgłos nieodległej burzy...



~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka".


Wiatr wył po dachu, jakby wypuszczono z piekła stado potępieńców, którzy postawili sobie za punkt honoru zerwać dachówki z mojej oberży. W taką pogodę nie mogłam liczyć na więcej niż kilku stałych klientów, obwiesi z pod ciemnej gwiazdy, którzy przychodzili do "Maruśki" z sentymentu. To ja jestem Maruśka, chociaż naprawdę nazywam się Marianna. Chłopaki twierdzą jednak, że "U Marianny" brzmiałoby zbyt wielkopańsko jak na ich brudne nogi. No i ponoć obecna nazwa pasuje do mojej tuszy. Chamy niegolone... Tamtego dnia jednak bardzo mi się przydali.
To chyba wiatr przywiał do oberży małego Nico, który wpadł za kontuar jakby go diabli gonili i zanurkował pod moją wielowarstwową spódnicę, ochrzczoną przez nieżyczliwych jako "namiot". Młody miał prawie dziesięć lat i był złodziejskim szczurem co się zowie. Przyplątał się do mnie jak bezpański kundel i przynosił mi czasem swoje skarby. Gdyby jeszcze kradł coś wartościowego... ale on polował na same śmieci.
Nie zdążyłam otworzyć ust, gdy przez drzwi wpadł razem z wiatrem mroczny mściciel utraconego mienia. Był wysoki i chudy, miał wąskie brzydkie dłonie i przypominał wyleniałą łasicę. Strój podobny do niczego, niby bandzior ale jakiś bardziej ekskluzywny.
- Gdzie ten gówniarz? - pan łasica obmiótł lokal wzrokiem i utkwił we mnie małe nieprzyjemne oczka.
- Zapewne tam, gdzie większość z nich, w szkole - niczym rasowa oberżystka (którą śmiałam się mienić) niedbale wycierałam szklankę.
- Nie drwij ze mnie kobieto... - łasica błądził wzrokiem dookoła - Widziałem jak biegł w ten zaułek, musiał tu wleźć.
- Co też szanowny powie, "musowo"- to w tym kraju tylko śmierć i podatki - dalej grałam idiotkę, przy czym bardzo starałam się nie kopnąć dzieciaka, który właśnie ziębił mi łydkę wystraszonym uściskiem.
- Z tą śmiercią to bym tak nie żartował, droga pani - łasica utkwił we mnie złe spojrzenie, jakby gapił się na tłustą kurę, rokującą niezłe żarcie.
Profilaktycznie przysunęłam bliżej siebie broń własnej produkcji, nazywaną 'piekielnym zraszaczem'. Ów zraszacz (faktycznie wygląd by się zgadzał) zawierał wodę z pieprzem, sproszkowaną ostrą papryką, sokiem z cytryny i solą. Oraz urynę. Wystarczyłby psik w oczy i nie dość że delikwent płakał by z bólu, to śmierdział jak świnia.
Klienci obecni w oberży musieli w jakiś sposób zarejestrować moje plany, oraz wyczuć zamiary pana łasicy, bo z różnych miejsc w sali wstało jednocześnie kilku ciemnych typów. Leniwymi krokami zjawili się przy kontuarze, pytając czy jest jakiś problem.
Łasica mężnie tłumaczył, że go okradziono i złodziej na pewno kryje się w tym burdelu. Na co oświadczyłam mu, że burdelu nie prowadzę i szanowny najpewniej pomylił lokale. "Moi" chłopcy, stojąc murem w najsłynniejszej na świecie pozycji ochroniarzy, zdawali się milcząco potwierdzać tę teorię.
Okradziony ocenił siły, posapał i odgrażając się, że on sobie ze mną kiedyś inaczej pogada, wycofał się z zagrożonego terenu. Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, wykopałam młodego z pod kiecki, zaś "ochroniarzom" postawiłam kolejkę za zasługi.
- No to co ty mu, dziecko, rąbnąłeś, że się tak pienił? - uznałam, że najwyższy czas przesłuchać przyczynę tego zamieszania. Chłopczyk zawstydzony podał mi pomięty mały rulonik przepasany czarną wstążką. Treść liściku znacząco podwyższyła mi ciśnienie. Stały tam między innymi takie słowa jak:
"siedemset marek", "sprawa musi być niezwłocznie załatwiona", "metodą dowolną", "markiz Roudel", "reszta płatna po robocie".
Wyglądało na to, że Nicolasowi w końcu udało się ukraść coś, czego naprawdę nie powinien tykać. Pergamin był... zleceniem zabójstwa. Mogłam jedynie zgadywać, w jaki sposób i kiedy zabójca któremu "ukradłam" zlecenie, zechce sobie ze mną porozmawiać...






Część nieklimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

***

~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:

szarotka.9685

~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

Około 17 lat zabawy z rozmaitym typem roleplay, począwszy od tekstowych MUDów (Barsawia), przez sesje na forum (nirsavidari, lastinn), sesje fabularne na żywo i online (systemy monastyr, 7th sea, earthdawn, wolsung, system autorski), mmorpg Lineage2, WoW (serwer RH), GW2


~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

Powróciłam po około dwuletniej przerwie, wcześniej grałam w GW2 rok (może dłużej). Dodatek kupiłam jakiś miesiąc temu. Znajomość lore poślednia, personal story skończone jedną postacią, story z DLC praktycznie nietknięte.


~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?

Gildia roleplay ezRP (mimo wytężonego wysiłku nie jestem sobie przypomnieć pełnej ich nazwy). Gildia owa obecnie praktycznie nie istnieje.


~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

Dość pokrętną drogą: online ogłaszała się gildia Kompania Zenitu, weszłam na ich forum, by poczytać podania i sposób rekrutacji. Zainteresowało mnie podanie imć Glaciala, który wspomniał o Was. Z ciekawości, więc trafiłam na Wasze forum i spodobał mi się system rekrutacji. Szukałam po imionach ingame, by znaleźć kogoś z Was, kto mi przybliży gildię i takim sposobem trafiłam na Nisheerę a potem Roa, którzy rzucili odpowiednie światło na to co tu wyczyniacie. Dlaczego chcę dołączyć? Bo potrzebuję RPGa!

~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

Szarotka, 30+, kobieta pracująca. Kot chodzący swoimi drogami. Koniara, kociara, psiara, rpgowiec, rysownik-samouk, krawiec-samouk, tancerka tribal fusion, uwielbia pisać i tkwić z głową w innej rzeczywistości, której większość nie rozumie. Tyle o mnie w treściwym skrócie.


~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

Czasami codziennie, czasami co drugi-trzeci dzień (jak mam nastrój). Godziny zazwyczaj po 19.



Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Nish w Styczeń 13, 2017, 18:09:18
Rzecz jasna jestem na tak :)
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Glacial w Styczeń 13, 2017, 18:19:06
Bardzo ładne podanie. Z wielką przyjemnością dam TAK. Swoją drogą, nigdy bym się nie spodziewał, że ktoś może do nas trafić taką drogą jak Ty. :D
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Rihad w Styczeń 13, 2017, 18:22:28
Powstań Padawanie. Ja Ci mówię TAK.
Krocz swoją drogą rozprowadzając chwałę i cześć jedynej słusznej rasy Guild Wars.
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Lockey w Styczeń 13, 2017, 18:49:22
PRZYDODA!!!11111ONEONE

A poza tym to fajne podanie i długa droga do ligi. Liczę, że swoją postać wprowadzić w równie intrygujący sposób. :P
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Lunar w Styczeń 13, 2017, 19:16:08
Za.

P.S. Charry do kamieniołomów.
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Szarotka w Styczeń 13, 2017, 19:36:30
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa  :) Jakby ktoś się pytał, to modyfikowałam podanie by zamienić Rua na Roa  :-[
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Farrand Humfrey w Styczeń 13, 2017, 21:46:57
Cytat: Lunar w Styczeń 13, 2017, 19:16:08

Charry do kamieniołomów.


pwn3d


Tak.
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Zerwan w Styczeń 14, 2017, 02:07:09
Ja mam jedno zastrzeżenie. Pamiętam ezRP, gdzie była para specyficznych osób. Pytanie konkretne, czy z Twoim przyjęciem mamy się automatycznie spodziewać również innych byłych osób z ezRP, czy nie?
Neutral
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Szarotka w Styczeń 14, 2017, 10:44:48
Zerwanie :)

Ja moją byłą gildię pamiętam... prawie wcale. Od momentu powrotu widziałam tylko dwie zalogowane i  znane mi osoby, Yverett i Barthezo. Oboje pojawiają się na tyle rzadko, że udało się zamienić tylko parę słów i raczej nie przejawiali chęci na dołączenie gdziekolwiek. Nie proponowałam im też tego. Toteż... przychodzę do Was sama, bo mi się przykrzy. Mój kolega Ezdow mnie poprzedził, ale on nie widział ezRP na oczy.

Rozumiem nieufność i to, że nie chcecie się bawić z osobami, które mogą popsuć atmosferę w gildii. Prawda jest taka, że rpgowcy to same specyficzne osoby, każda na inny specyficzny sposób, bo jesteśmy bandą indywidualistów. Zawsze się trafi ktoś, kto drugą osobę przyprawi o ból zębów. Jaka jestem ja, Ty sam (i Wy wszyscy) ocenisz (i ja przyjrzę się Wam). Może się pokochamy, może będziemy szarpać się za kudły. Who knows :)

Nie rozumiem jednak na czym miałaby polegać owa "automatyczność"; wyciągam z plecaka pakiet znajomych i mówię: och a przy okazji przyjmijcie ich również, są ze mną? Jestem zdania że zasady to zasady, jak ktoś będzie chciał do Was dołączyć to nie "z czyjegoś plecaka" tylko sam o własnych siłach, pisząc co należy, starając się jak należy i zdecydujecie czy go chcecie czy nie. Po lekturze odrzuconych podań widziałam, że umiecie robić dochodzenie jak rasowi detektywi :)

Mam nadzieję że rozwiałam Twoje wątpliwości Zerwanie. A jak nie to znajdę Cię ingame  8)  Oczywiście by porozmawiać.
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Lazarus w Styczeń 14, 2017, 10:46:46
Cytat: Szarotka w Styczeń 14, 2017, 10:44:48
Zerwanie :)

Ja moją byłą gildię pamiętam... prawie wcale. Od momentu powrotu widziałam tylko dwie zalogowane i  znane mi osoby, Yverett i Barthezo. Oboje pojawiają się na tyle rzadko, że udało się zamienić tylko parę słów i raczej nie przejawiali chęci na dołączenie gdziekolwiek. Nie proponowałam im też tego. Toteż... przychodzę do Was sama, bo mi się przykrzy. Mój kolega Ezdow mnie poprzedził, ale on nie widział ezRP na oczy.

Rozumiem nieufność i to, że nie chcecie się bawić z osobami, które mogą popsuć atmosferę w gildii. Prawda jest taka, że rpgowcy to same specyficzne osoby, każda na inny specyficzny sposób, bo jesteśmy bandą indywidualistów. Zawsze się trafi ktoś, kto drugą osobę przyprawi o ból zębów. Jaka jestem ja, Ty sam (i Wy wszyscy) ocenisz (i ja przyjrzę się Wam). Może się pokochamy, może będziemy szarpać się za kudły. Who knows :)

Nie rozumiem jednak na czym miałaby polegać owa "automatyczność"; wyciągam z plecaka pakiet znajomych i mówię: och a przy okazji przyjmijcie ich również, są ze mną? Jestem zdania że zasady to zasady, jak ktoś będzie chciał do Was dołączyć to nie "z czyjegoś plecaka" tylko sam o własnych siłach, pisząc co należy, starając się jak należy i zdecydujecie czy go chcecie czy nie. Po lekturze odrzuconych podań widziałam, że umiecie robić dochodzenie jak rasowi detektywi :)

Mam nadzieję że rozwiałam Twoje wątpliwości Zerwanie. A jak nie to znajdę Cię ingame  8)  Oczywiście by porozmawiać.

Ta wypowiedź jest dobra jak chleb, proszę oto moja aprobata <wyciąga z pudełka i kładzie na taborecie>
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Kari Arrariane w Styczeń 14, 2017, 17:49:56
Częściowo podzielam obawy zerwana, ale cóż, nie ma to właściwie nic wspólnego z samym podaniem, które jest dobre, i przynajmniej na chwile obecną jestem na tak
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Zerwan w Styczeń 15, 2017, 00:51:52
Pogadane, przekminione, zatwierdzone.



Jam jest na tak.
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Cass w Styczeń 15, 2017, 08:09:57
Podanie bardzo ładnie napisane. Jestem na TAK

Nie mówiąc już o niespotykanej drodze dotarcia w Nasze skromne progi. Zapewne będziesz się dobrze bawić z naszą Ligową Rodzinką ^.-  toteż ścieżka ta choć zawiła doprowadziła Cie do właściwego miejsca. Taka tam moja opinia.
Tytuł: Odp: Podanie - szarotka.9685
Wiadomość wysłana przez: Nish w Styczeń 15, 2017, 16:24:33
[align=center](http://i.imgur.com/4DNXXDA.png)

Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.
[/align]