(http://i.imgur.com/A8Br5Hj.png)
Część fabularna - w tej części formularza rekrutacyjnego możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.***
Jeżeli żadne z proponowanych przez nas podań Ci nie odpowiada - nie przejmuj się! Dla takich jak Ty mamy propozycję - napisz własne opowiadanie! Pamiętaj, aby odnieść się do trzech wymaganych przez nas punktów - opis postaci, opis otoczenia i opis sytuacji.
Tego dnia ubywało w zastraszającym tempie. Wiecznie obecne oko, które to niczym pochodnia oświetlało miejscowe pastwiska i lasy opadało powoli zmęczone, chcąc schować się za powieką, którą był mu horyzont. Od długich, bacznych obserwacji zaczerwieniło się, zabarwiając rzucany blask na ciepłe złote kolory, by zaraz to przybrał bardziej pomarańczowego koloru. Po przeciwnej stronie sklepienia, gdzie nadciągał budzący się księżyc, siejąc przy tym swój pył, który gasił pozostawione na niebie kolory przez poprzedniego obserwatora, życie wydawało się zwalniać. Miasto na wschodzie schwytane w nocne sidła naśladować zaczęło gwiazdy na niebie przez tlące się światła tańczące w oknach i latarniach, praca na polach i pastwiskach także dobiegała końca, a pracownicy udawali się leniwym krokiem do domów, bądź do pobliskiej karczmy na zasłużony odpoczynek i relaks przy kuflu, gdzie pod warstwą zimnej piany kryła się ambrozja. Wiatr, co dzwonił i szumiał w lesie także ustawał, aż nie opadł powoli senny na ziemię, okrywając ją cienkim, mglistym całunem. To dobry czas, by iść do roboty...
Siedzący na pieńku mężczyzna w pełnym rynsztunku podniósł się i przeciągnął, spoglądając na obrzeże lasu. Jego wzrok powędrował na ziemię, a dokładnie na leżący tuż pod jego nogą oręż. Schylił się i chwycił za rękojeść długiego niczym on sam miecza i jednym ruchem oparł je sobie o bark po podniesieniu. Westchnął i spojrzał się na horyzont, ku uciekającemu światłu. Przekręcił głowę w stronę lasu i przyglądał mu się bacznie, i z uwagą.
- Dobra, chyba koniec czekania. Wszystko gotowe? - Rzucił pytaniem w eter mężczyzna, który wolną dłonią poprawiał paski i mocowania na swojej zbroi.
- Prawie wszystko. Nie zdążyłam tylko podwiesić paru od strony stawu. - Odparł mu kobiecy głos zza pleców. Miły, przyjemny dla ucha, jednakże w barwie głosu wydawało się, jakby czyhał sztylet gotowy do sztychu w plecy w każdej chwili.
- Powinno wystarczyć. Powinni tędy przechodzić za jakąś godzinę, spróbuj ich nagonić do mnie, zajmę się resztą. - Mężczyzna ruszył w stronę lasu, opuszczając przy tym wizjer swojego hełmu.
***
Jak tylko on oddalił się w stronę lasu, ja pobiegłam podwiesić ostatnie liny. Musiałam poruszać się już dość uważnie, by nie wpaść we własne sidła. W okolicznym terenie porozstawiałam bowiem trochę różnych przeszkód i pułapek na nasze nadciągające cele. Wprawdzie szacowaliśmy, że dotrą tutaj za około godzinę, jednakże zawsze jakimś zrządzeniem losu mogli zjawić się prędzej. "Ostrożny pośpiech" był więc w tym momencie wskazany.
Dobiegłam niemalże do samego zakrętu, z którego nadejść mieli nasi przeciwnicy. Wdrapałam się na pobliskie solidnych rozmiarów drzewo i na jednym z najniższych jego konarów zamocowałam linę. Upewniłam się, że węzły nie puszczą pod moim ciężarem, po czym zjechałam po powrozie na ziemię. Następnie zarzuciłam jego wolny koniec w taki sposób, by nie był zanadto widoczny, ale żebym była w stanie go dosięgnąć przy podskoku. Moja droga ucieczki gotowa. Pozostał zatem już tylko ostatni rozpraszacz uwagi w postaci metalowego garnka. Umieściłam go na linie na mniejszym drzewie, schowanego między liśćmi, żeby nie był widoczny z drogi. Teraz już faktycznie wszystko było gotowe.
Przykucnęłam za krzewami przy zewnętrznym brzegu zakrętu. Sprawdziłam jeszcze raz swój ekwipunek, czy aby na pewno wszystko mam pod ręką w odpowiednim miejscu. Oczywiście odpowiedź musiała brzmieć twierdząco. Upewniona, że zrobiłam już absolutnie wszystko, co tylko mogłam w tak krótkim czasie, mogłam spokojnie usiąść, by mieć jak najwięcej siły na nadchodzącą "zabawę". Pozostało mi już tylko czekać, wypatrywać, nasłuchiwać.***
Czas dłużył się, a każda minuta zdawała się trwać godzinami. Jedynym wyznacznikiem upływu czasu były w tym momencie dogasające barwy łuny utworzonej przez resztki światła słońca. Noc nieubłaganie skrywała wszystko pod granatową zasłoną, zalewając jednocześnie wszystko srebrzystym blaskiem księżyca. Dobrze, że było raczej bezchmurnie, w innym wypadku musielibyśmy posługiwać się jakimś źródłem światła, co by zdradzało nasze położenie.
W końcu nadszedł wyczekiwany moment - oto z oddali dobiegł mnie charakterystyczny, równomierny stukot w akompaniamencie ciężkiego posapywania dużego zwierzęcia oraz odległych głosów ludzkich. Wkrótce potem do zakrętu zaczęło powoli zbliżać się ciepłe światło ognia. Oto i nadjeżdżał wóz naszych nieprzyjaciół. Z daleka mogłam już ujrzeć paru jadących na wozie i kilku idących z pochodniami po bokach wolno toczącego się pojazdu do oświetlenia drogi. Jeszcze chwila i znajdą się na zakręcie, a wówczas odkryją czekającą już na nich niespodziankę.
Wóz wjechał w zakręt, minął krzaki, za którymi się chowałam, przejechał jeszcze parę metrów, a potem zatrzymał się. Towarzyszył temu akompaniament przekleństw i wyzwisk rzucanych przez kilku oprychów jednocześnie. Ich drogę bowiem zagradzało przewrócone drzewo, które intencjonalnie ściął mój kompan. Było wprawdzie niezbyt duże, można było bez problemu je przekroczyć, ale wystarczało, by uniemożliwić przejazd.
Korzystając z tego, że uwaga bandytów skupiona jest na złorzeczeniu, wymknęłam się ze swojej kryjówki. Ostrożnie zakradłam się w stronę pojazdu, bacznie obserwując ludzi przede mną. Patrzyli cały czas przed siebie. Dobrze. Czmychnęłam, jak mogłam najprędzej i wskoczyłam pod pojazd, nim mnie zauważono. W uważnym skupieniu śledziłam, co się dzieje. Wyciągnęłam nóż i czekałam. Musiałam wyczuć dobry moment.
Mężczyźni niebawem uporali się z drzewem, zsunąwszy je z drogi na bok. Pomarudzili jeszcze pod nosem, po czym zaczęli zajmować poprzednie pozycje na wozie lub w jego otoczeniu. Na to czekałam. Kiedy oni ustawiali się, ja prędko przesunęłam się na przód wozu i paroma ruchami odcięłam uprząż od pojazdu. Zamieniłam ostrze na rewolwer. W momencie, kiedy już chcieli ruszać, prędkim susem wyskoczyłam spod wozu i oddałam strzał w powietrze. Zwierzę zaprzęgowe ryknęło przerażone i rzuciło się w bok do ucieczki, niemalże tratując jednego z oprychów. Korzystając z powstałego zamieszania, obróciłam się bokiem i wycelowałam w woźnicę. Kolejny huk wystrzału. Zaraz potem zbolały jęk i głuche uderzenie. Mężczyzna spadł z wozu, zwijając się z bólu. Ale ja już tego nie widziałam.
Schowałam broń i z pełną prędkością rzuciłam się do ucieczki przed siebie. Zbiry zaraz zorientowały się, co się stało i ruszyły w pogoń, wrzeszcząc wściekle całe wiązanki przekleństw. Zerknęłam przez ramię. Gonili mnie chyba całą bandą. Dobrze. Już byłam za zakrętem. Zbliżałam się do kolejnej niespodzianki. Nieco zwolniłam, pozwalając pierwszemu z ścigających skrócić dystans do mnie. Dać mu pomyśleć, że może mnie złapać. Już niemal czułam jego oddech na karku, już wyciągał do mnie łapska. Niedoczekanie.
Wyskoczyłam wysoko w powietrze. Wyciągnęłam dłonie, a moje palce zacisnęły się na sznurze. Pęd pozwolił, by zadziałał jak huśtawka, którą wystrzeliłam się na pobliskie drzewo. Goniący mnie bandyta, tak na mnie skupiony, nawet nie zauważył rozciągniętej nad ziemią linki. Z okrzykiem zdziwienia potknął się i z impetem uderzył o glebę. Okrzyk ten jednak prędko zamienił się w okrzyk bólu, kiedy położone tam przeze mnie gałęzie kolczastego krzewu wbiły się w jego twarz. Dwóch mniej.
Następni już byli tuż tuż. Część skupiła uwagę na swoim jęczącym koledze, część wypatrywała, gdzie jestem. Prędko wyciągnęłam z kieszeni kamyk i rzuciłam nim w garnek wiszący na sąsiednim drzewie. Rozległ się głośny, metaliczny dźwięk. Natychmiast przykuł uwagę ścigających. Widziałam, jak wielu z nich biegnie w tamtym kierunku - dokładnie tam, gdzie chciałam. Zaraz się mocno zdziwią, jaki zastanie ich widok. Okrężną drogą musiałam podążyć za nimi. Przeszłam po grubym konarze i przeskoczyłam na sąsiednie drzewo, z niego dalej na ziemię. Pędem ruszyłam przed siebie, starając się nie robić hałasu i omijać leżące gałązki. Mój towarzysz będzie niebawem potrzebować mojego wsparcia.***
Pochodnie i rozwścieczony tłum, który błądził w lesie, rozganiał nocną płachtę zarzuconą na knieję. Szukali rozwścieczeni prowodyrki ataku, która to im zniknęła z pola widzenia. Krążyli, rzucając oszczerstwami i innymi barwnymi epitetami w eter, dopóki ich wzrok nie przykuło nagle rozpalone palenisko nieopodal nich, przy którym to siedział człowiek w pełni opancerzony w płytową zbroję. Powolnym i ociężałym ruchem wstał na równe nogi, pochwycił opierany wcześniej przy ramieniu oręż i ruszył spokojnym krokiem w kierunku bandytów. Zrozumieli chyba, że to była zasadzka, by sprowadzić ich właśnie tutaj, jednakże nie czuli się zagrożeni. W końcu była ich spora grupa, a on był sam. Prawdopodobnie. Niemniej jednak morale było wysokie po obu stronach. Banda także ruszyła w kierunku zbrojnego, wydobywając różne narzędzia i bronie, od szabli, mieczy, po buławy, pałki i topory. Jeden nawet miał pistolet, który wojownik dostrzegł i zamiast ruszać naprzód, przesunął się na skos w prawo, by przeszkodzić mu w celowaniu jego kompanami.
Dwójka najbardziej narwanych chód zamieniła w bieg, szarżując wprost na niego. Pierwszy wziął zamach mieczem znad głowy. Zbrojny przyjął cios na naramiennik. Wolną ręką chwycił napastnika za nadgarstek. Zamach prosto w łokieć. Ręka wygięta w drugą stronę. Nadchodzi drugi zamach. Pociągnął drącego się z bólu bandytę wprost na zamach. Biedak. Oberwał buławą w głowę. Zbrojny wyszedł ze sztychem prosto w klatkę piersiową. Trafił. Obserwował zza wizjeru dokładną pozycję tego z bronią palną. Odważny spróbował swojego szczęścia, bowiem wycelował i postrzelił nadzianego biedaka. Odepchnął napastnika i wyciągnął miecz z jego cielska.
Podczas czekania na falę kolejnych, kątem oka dostrzegł w głębi lasu, tuż za plecami bandy, jak jakaś sylwetka szybko i zwinnie wydawała się rzucić czymś wprost w głowę następnego z szajki. Widział także kolejną sylwetkę, zapewne także należącą do bandyty, któremu także oberwało się ciężko. Zbrojny parsknął cicho pod nosem i skupił się znów na bandzie.
Cofnął się, by zgasić palenisko, zmniejszając przy tym pole widzenia i ukrywając się w mroku. W tym momencie wodził ich za nos, rzucając im okruszki do podążania za nim, co część łyknęła. Tylko po to, by wejść wprost na pułapkę, którą pozostawiła towarzyszka zbrojnego, a zbrojny sprytnie ominął. Jeden nieszczęśnik pociągnął sznurek, który uwolnił małą kłodę, a ona przeszyła jego ciało z impetem. Widząc, jak w krótkim czasie życie straciło już trzech oprychów, morale kryminalistów zaczęło się kruszyć. Nadal jednak nie dawali za wygraną, rzucając się w ciemno z pianą w pysku, by pomścić swoich. Niedobrze. Dwóch jeszcze da się obronić, całej bandy już nie. Zamiast atakować, uzbrojony olbrzym postanowił krążyć i zagonić wrogów tak, by nie zostać otoczonym i próbować wymuszać pojedynki w jak najmniejszej grupie. Widocznie obudził się w bandzie rozum, albo nauczyli się szybko nie lekceważyć wroga, bowiem rozprzestrzenili się dość szybko i tym razem to nie oni byli w pułapce, tylko zbrojny.
W pewnym momencie usłyszał blisko siebie szelest stóp, po czym głośne łupnięcie o ziemię. Gdy odwrócił się, zdążył tylko dostrzec sylwetkę, która w mgnieniu oka zdołała uciec z pola widzenia i zniknąć gdzieś za drzewem, pozostawiając tylko truchło napastnika, który był bliski ataku od tyłu. Westchnął głośno z ulgą, w głębi dziękując czuwającemu stróżowi.
W tym momencie nie zostało wielu do walki, jakichś sześciu, może siedmiu wrogów. Z czego obawiał się nadal tego z bronią palną, bowiem pancerz od tego może nie ochronić.
Rzucili się wszyscy naraz. Niedobrze. W ruch poszły buławy, topory, jedna szabla. Szybka reakcja, padł na kolano i ciął horyzontalnie na poziomie nóg. Jeden z napastników stracił swoje kończyny. Krok do tyłu, by uniknąć obucha. Zaraz po nim topór po skosie. Zbrojny chwycił swój oręż w połowie ostrza i przygotował się na impet. Kontra, zrzucił broń napastnika na prawy bok, by łatwiej wykonać sztych. Prosto w serce. Nie wyciągnął na czas, poczuł wcześniej ominiętą buławę, jak trafiła w łopatkę. Syknął z bólu i zostawił miecz w ciele zabitego, by wyrwać z jego ręki toporek, który ulokował szybkim zamachem w czaszce napastnika. Krok do przodu i widząc beznogiego człowieka, który to zwijał się z bólu na ziemi, skrócił jego męki przez zgniecenie głowy pod jego ciężką nogą. Trzy kolejne trupy zaczęły podkopywać pewność siebie bandytów. Byli gotowi do rzucenia broni i ucieczkę w każdej chwili, po tym, jak na ich oczach życie straciło ponad sześć osób w krótkim czasu, gdy sami ledwo wgięli płytę w pancerzu.
Wzrok zmęczonego walką zbrojnego podczas oceny sytuacji dostrzegł, jak role się odwróciły. Tym razem w sidła dostała się jego towarzyszka, która to starała się wyrwać. Rzucała się i wierciła, jednakże szumowina była na to za silna. W mgnieniu oka znalazł się tam rozjuszony i rozpędzony woj, który z impetem wbił się w zbrodniarza. Posłał pięść w kierunku twarzy zakapiora więżącego kobietę, a następnie idąc za ciosem pochwycił leżący obok kilof, który musiał pewnie upuścić przed chwilą. Silnym uderzeniem nie tylko przebił na wylot jego klatkę piersiową, ale ponadto przybił go do drzewa. Wojownik dobył znów swojego oręża i błyskawicznym ruchem skrócił cierpienia krzyczącemu z bólu przez szybkie podcięcie gardła.
To był dobry moment na to, by brać nogi za pas. Pozostali przy życiu, widząc, że byli wycinani w pień, w końcu złamali się i w popłochu zaczęli uciekać, znikając w ciemnościach okalających czarne konary.***
Drzwi wozu otworzyły się z hukiem. Ze środka wydobyło się ciche piśnięcie w reakcji na nagły dźwięk. Dwójka zajrzała do środka i dostrzegła kobiecą postać, która zasłaniała się rękoma. Myślała pewnie, że to te gnidy, które ją uprowadziły. By ją uspokoić do środka wskoczył mężczyzna. Schylił się i wyciągnął w kierunku porwanej dłoń.
- Nie ma sie już czego bać. Przybył ratunek. - Powiedział spokojnym tonem głosu, unosząc przy tym wolną dłonią swój wizjer, by ukazać swoje zahartowane w boju oblicze. - Zaraz odstawimy Pannę do domu.
Przekonanie jej zajęło chwilę, jednakże w końcu zdobyła się na odwagę, by został wyprowadzona przez rycerza w niezbyt lśniącej zbroi. Zeskoczyli oboje z wozu i bez chwili oględzin, czy czekania ruszyli drogą w stronę miasta, które to stało na horyzoncie.
- Wiem, że to nie ratunek jak z bajki, ale grunt, że Panna cała i zdrowa.
- Dziękuję. - Wydołała z siebie wydukać po długiej ciszy. - Naprawdę nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie Wy.
Rozmowa urwała się w tym momencie i zapadła cisza. Para eskortowała dziewczynę z lasu na otwarte pola, które to tonęły skąpane w srebrzystym świetle księżyca.
- Jeżeli mogę zapytać. - Przerwała ciszę dziewczyna. - To czy mogę dowiedzieć się, kto mnie uratował?
- Zapewne szczęście i nadzieja. - Odparł żartobliwie zbrojny, na co jego partnerka zareagowała chichotem.
- Pytam na poważnie. - Odparła. - Nie trzeba być aż tak skromnym.
Mężczyzna westchnął cicho i przekręcił głowę w kierunku odratowanej.
- Jestem tylko Obieżyświatem, a ona tylko wędrowcem. Nic specjalnego.
- Proszę... Chyba mogę poznać chociaż wasze imiona?
- No dobra. - Westchnął raz jeszcze. - Ta tutaj to Delia, partner w boju i w podróży. A ja? Mów mi Mercifal...
Część niefabularna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!***
~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:- Metalicja.2047
- YukariTheNinja.5768
~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?- Tak ogółem licząc, to już chyba mogę powiedzieć, że większość życia spędziłam z erpegami w tej czy innej formie. Zaczęłam od gier komputerowych z serii The Elder Scrolls, potem odkryłam "papierowe" RPG, jeździłam na obozy erpegowe, prowadziłam sesje głównie Warhammera i Zewu Cthulhu, wkręciłam się w roleplay w GW2, próbowałam też anglojęzycznego RP w ESO... trochę się tego nazbierało.
- Stare forum Margonemowe kiedy miałem 11 lat to były pierwsze zalążki RPów, jakie miałem. Oczywiście typowe powergamingi, metagamingi i inne ing banki śląskie, jakie tylko się dało dodać, potem jakieś próby w WoWie, potem GW2 (czasów LmA nie chcę wspominać, były... Uh... Chaotyczne. Prócz Kampanii Kompasu, te były akurat super. [Dzięki za nie, Glacial! <3] ), także mógłbym się rozwijać jak dywan i pisać co i jak, ale skrótowo mogę powiedzieć tak: Pierwsze parę lat było średnie, parę lat eksperymentowałem, od 8 lat wydaje mi się, że gram na dość dobrym poziomie. Zapytajcie się tego krasnala, z którym składam podanie, jak gramy sesje w Cthulhu. Tylko pomińcie jej plotki o mnie drącym się na cały regulator po niemiecku, bo to szantaż.
~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?- Nie grałam w pierwsze Guild Wars, a w Guild Wars 2 grałam od 2013 do 2019, w tym od 2015 grałam w nim RP. Miałam raczej dobrą znajomość lore gry, ale teraz przez prawie trzyletnią przerwę trochę pozapominałam plus jestem w tyle, jeśli chodzi o wydarzenia po walce z Kralkatorrikiem i lore, które zostało dodane w tym czasie. Muszę się dopiero dokształcić, by być na bieżąco.
- Hmm... z GW1 miałem bardzo krótki kontakt, głównie oglądając jak znajomy pogrywał, w GW2 zacząłem grać jakoś parę dni po wyjściu gry, potem przerwa roczna tuż przed Living World Season 1, wskoczyłem z powrotem przy zakończeniu LW S1, grałem aż do Krallkatorikowego oczyszczenia, po czym film mi się urwał (nie, nie przez alkohol, tylko przez frustrację, że tak świetny wątek spłycili do guildwarsowego standardu. A mogliśmy mieć chociaż jeden sezon rodem z Spec Opsa... [urwane gardłowe darcie się])
~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2? - Poza paroma prywatnymi gildiami ze znajomymi na początku grania w GW2, byłam w sumie w 4 gildiach, wymieniając chronologicznie: Minstrels Waypoint, Liga Sześciu Filarów, Aiwe, Kompania Zenitu. Byliście pierwszą gildią RP, w jakiej byłam jeszcze w 2015 roku, tuż po Waszym powstaniu (znalazłam nawet na forum swoje stare podanie!), więc można powiedzieć, że historia zatoczyła koło i jestem tu u Was ponownie. :)
- LmA (wyszedłem przez personalne powody po 2/3 roku?), Where The Wind Take us (angielska gildia RP), potem Wandering Roleplayers, potem znowu LmA, Kompania Zenitu (od początku założenia), trzy lata temu wyszedłem i zrobiłem sobie długą przerwę od GW.
~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?- Wiadomo, w tej chwili to już znałam Was wcześniej, ale nadal ciekawe jest to, jak się o gildii dowiedziałam pierwotnie. :D Otóż tak się złożyło, że pojawiłam się pewnego wieczora w Snowden w idealnym momencie, żeby zobaczyć, jak zmieniacie tagi na nową gildię. ;) Dlaczego chcę dołączyć teraz? Krótko mówiąc lubię roleplay, od Was musiałam wyjść, bo źle się czułam w jednej gildii z niektórymi osobami w kontekście mojej relacji z Merą, szczególnie, że była to wówczas świeża sprawa, w następnych dwóch gildiach sprawy się posypały, RP anglojęzyczne idzie mi dość opornie, więc Mera zaproponował, że może spróbowalibyśmy wrócić do RP w GW2 i złożyć podanie u Was. Więc oto jesteśmy.
- Wersji jest kilka, ale pójdę z "od dziewczyny, która u Was była jakieś 7 - 8 lat temu, a którą wam zabrałem". Przepraszam. (Nie żałuję :P )
~ Opisz siebie w kilku zdaniach.- Wbrew temu, co niektórym może sugerować mój nick, na imię mi Agnieszka. Za dnia programista, wieczorami kura domowa. ;) To, że lubię erpegi i gry to sprawa oczywista, a poza tym interesuję się medycyną, psychologią, technologią i innymi losowymi tematami, które akurat przykują moją uwagę. Lubię programować, pisać opowiadania, tworzyć dziwnie skomplikowane tabele w Excelu, bawię się trochę grafiką komputerową, a ostatnimi czasy odkrywam, że nie jestem aż takim beztalenciem kulinarnym, za jakie się miałam. ;) Mera jeszcze żyje na moim gotowaniu, więc chyba nie jest źle. xD
- Jestem jak moje figurki z Warhammera - źle skonstruowany, nudny i siedzę w szafie. Chaotyczny, zapominalski, roztrzepany, często za dużo gadam. Trochę tak jak w tym przypadku. Dobra, bo już widzę, że mnie tutaj wisi i wbija mi wzrok w plecy, to już biorę to pytanie na poważnie. Imię wolę pominąć, głównie z tego powodu, że jest strasznie, ale to strasznie rzadkie i znaleźć mnie by można było po samym imieniu. 26 letnich pór za plecami, maniak gier komputerowych, muzyka media (chociaż bądźmy szczerzy, każdy takie ma zainteresowania), amatorski historyk, ostatnio modelarz, zacząłem zbierać parę armii z Warhammera (głównie 40k, jedna z AoS, ale czekam na powrót Old Fantasy <3).
~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?- Przeważnie wieczorami, raczej nie wcześniej niż koło godziny 18. Pracuję stale w godzinach 7-15, a po pracy obiad niestety sam się ugotować nie chce. ;) Staram się nie przesiadywać dłużej niż do północy, bo rano wcześnie wstaję, ale czasem się zasiedzę i potem Mera na mnie krzyczy, żebym wreszcie poszła spać. :P
- Zależne od zmiany w pracy. Co drugi tydzień czas mam od 16:00. Co drugi tydzień mam czas tylko z rana do 13:30 i potem dopiero od 22:00. W obu przypadkach pełne wolne weekendy. A, i co jak co, nie pozwólcie temu gremlinowi grywać po północy, potem cholera mała zdziwiona, że niewyspana. '- '
Tak i tak :D Metalicje pamiętam, z Tobą Mera chyba nie miałam za dużo styczności, ale zobaczymy jak będzie teraz, w każdym razie spoko że chcecie nas odwiedzić. No i para, super, spóźnione o prawie dekadę gratulacje!
U nas sesje z reguły są w godz 20-23, ale mamy też inne osoby pracujące na zmiany i staramy się prowadzić rozgrywkę tak by dało się jakoś wgryźć, mamy też inne dodatkowe kanały do gry, nie tylko to co ingame.
Jestem Za.
Emperor protects!
No co ja się tu będę rozwodził, co prawda obowiązkowej w kulturze polskiej rozmowy o pogodzie i łupaniu w kręgosłupie jeszcze nie odbyliśmy, ale bierę w ciemno.
Jestem za. ;)
Hej, chłopaki i dziewczyny. Dobrze Was widzieć ;) Oczywiście, że jestem na TAK
Pamiętam was jeszcze z aiwe i z zenitu. Jestem na Tak
(https://i.imgflip.com/1sx2r7.jpg)
A tak na poważnie. Początkowo nie chciało mi się czytać fabularnej części bo pamiętałem jak gracie ale ostatecznie się jednak skusiłem. I dobrze. Bez zbędnych magicznych wodotrysków i latania po ścianach. Za to z przemysleniem całej akcji, neizłą współpraca i wykorzystywaniem wszystkiego co sie może przydać.
Me gusta. I found my people.
Co by sie nie rozwodzić za długo. Znamy sie z poprzednicj gildi. W niczym mi nie podpadliście, wrecz przeciwnie, ciezko by mi było znaleźć coś do czego mógłbym sie przyczepić. Fajno że złozyliście podanie i widzimy się mam nadzieje za niedługo na rp i przy mechanicznych aspektach tej gry. Jestem na Tak
Jak wyżej, za długie przeczytane żeby nikt nie powiedział że 'po znajomości'- Jestem na TAK. Krótka znajomość z Zenitu ale bardzo miłe wspominana :D
Co by tutaj nie mitrężyć - widać po podaniu, że w rp czujecie się jak ryba w wodzie - jestem oczywiście na TAK