(http://i.imgur.com/A8Br5Hj.png)
[align=center]
[/align]
[align=center]Część klimatyczna[/align]
Przepraszam byłem dość zmęczony i opisałem swoją postać, która wyrusza na przygodę z "wielkim wojownikem".
Troiden potomek starego i zasłużonego dla klanów norniańskiego rodu w cienistym kącie gospody u zbocza przełęczy Lornara pakował się właśnie przed dalszą podróżą. Miecz z delimorskiej stali - prezent od zbuntowanego oficera hebanowej gwardii, pamiątka wspólnych wypraw na Popielce zwisał mu przy pasie. Tak, rzeczywiście pałał on szczególną miłością do Popielców, wręcz kochał na nie polować. W przeciwieństwie do separatystów, z którymi wyruszał na łowy nie czuł jednak nienawiści do futrzastych opancerzonych bestii a raczej pewien rodzaj szacunku. Szacunku, który jego przodkowe okazywali innej trudnej zwierzynie. Zawsze marzył o zbroi z Popielca ale niestety sztuka jej wytwarzania niegdyś powszechna dziś w zasadzie zanikła. Podszedł do kociołka aby wyciągnąć namoczone w moczu z solą, futra z niedźwiedzia. Westchnął z niezadowoleniem gdy pomyślał. -Muszę wyruszać natychmiast a skóry potrzebują jeszcze co najmniej tygodnia. Hilda! Krzyknął w kierunku drzwi. -Tak kochany? Po chwili do jego pokoju weszła potężna nornka w ręku trzymając kufel który wycierała lnianą szmatą. - Co to za zaduch?! skrzywiła się. -Miej oko na moje niedźwiedzie, co słonko? Gospodyni skrzywiła twarz jeszcze bardziej. Troiden nieco zakłopotany poszperał między pakunkami i pokręcił głową po czym spojrzał pod łóżko. -O tu jest! Pod łóżkiem spał na boku jego wierny towarzysz - ryś - Bryś a pod jego nieco zbyt tłustym cielskiem spoczywała sakiewka. Troiden natychmiast wyszarpnął ją spod kota co spowodowało łagodne prychnięcie. -Proszę to jest za cały miesiąc a tu jeszcze 10 srebrnych. Hilda wciąż nie była przekonana ale jej twarz nieco się rozpogodziła. -Tylko pamiętaj co trzy dni mocz trzeba będzie zmieniać! Powiedział przywiązując kolejne tobołki do plecaka. -Dokąd wyruszasz? Znowu potrzebują ochotników do Orr? Troiden służył wcześniej jako zwiadowca paktu dla uczonych z klasztoru Durmanda. Mimo odznaczeń jakie tam zdobył dręczyła go dyscyplina i konieczność słuchania rozkazów rzucanych z pogardą przez asuriańskich oficerów. Po tym jak jeden z asurów stwierdził, że wykorzysta powierzone mu w zastępstwie dowództwo, jako okazje do przeprowadzenia eksperymentów wysiłkowych na innych rasach do pracy dyplomowej, Troiden wiedział, że musi jak najszybciej opuścić armie paktu. - Nie. Nie mam zamiaru tam wracać. -Oni potrafią się tylko kłócić. -Tym razem Hilda. -Spotkałem kogoś komu będę mógł zaufać. Troiden uśmiechnął się. Hilda pokręciła glową- Czyżby kolejny separatysta? Przecież wiesz, że straż z Lwich Wrót zabrania kontaktów z nimi, to wrogowie paktu. -Ach Jormag by porwał tem cały pakt i ich podatki! Nie to potężny wojownik jego sława go wyprzedza. Nawet w naszych stronach zaczynają o nim śpiewać - choć przecież on nie jest nawet nornem. -Tak a kim jest? Hilda przestała wycierać kufel i usiadła przy ogniu. To bohater! Czerwony rycerz! Krwawy rycerz! Prowadzi swój własny oddział przez dżungle Maguumy. Podobno znaczna część Sylvari zbuntowała się i nie służą już paktowi a chce ich wytropić i odzyskać coś o czego potrzebuje królowa matka Sylvari. Może to koniec paktu? Nie mogę mówić o tym zbyt głośno! Agenci szeptów mogą być nawet w twojej gospodzie a oni nie chcą żeby ktoś mówił źle o pakcie. Bywaj Hilda! Troiden uściskał gosposię bo pod gospodę podjechał wóz zaprzęgnięty w dwa Doloyaki. Po stopniach powoli zszedł wysoki jak na człowieka rycerz. Jego zbroja mieniła się różnymi odcieniami czerwieni zupełnie jakby wypełniała je żywa krew zaklęta w kryształ a purpurowy blask bił z jego oczu. -Witaj Troidenie. Rzekł spokojnie. Krwawe kamienie nie będą czekać - ruszajmy.
~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru...
Gdy tylko postawiłem pierwszy krok moje stopy zapadły się w gorący popiół. Powietrze było gęste a dziwny syk wypełniał mój umysł. Na początku pył zupełnie zakrywał wszystko ale potem jakby opadł i moim oczom ukazał niezwykły widok. Schody wychodzące z morza popiołów. Ich stopnie były wykonane z czarnego matowego kryształu przypominającego węgiel ale twardego jak skała. Spiralnie wznosiły się ku górze lecz nie mogłem podnieść oczu aby dojrzeć dokąd prowadzą, gdyż z wysokości padał na mnie straszliwy oślepiający blask. Postawiłem pierwszy krok strząsając pył z nóg potem kolejny każdy ruch zdawał się być ogromnym wysiłkiem. Po kilkunastu stopniach następny był prawdziwą walką z ciężarem, który przygniatał mnie do czarnej posadzki. Kręciło mi się w głowie i kilka razy omal nie spadłem w dół. Z czasem stopnie zaczęły jakby tracić swoją spoistość zmieniając się w coś płynnego, lepkiego, przyklejały się do stóp i ciągnęły szarpiąc. Zdawało mi się że upłynęła cała wieczność. W pewnym momencie nie mogłem iść dalej - nie mogłem oderwać stopy. Szarpnąłem i poczułem dotkliwy ból - do czarnego stopnia przykleiła się przykleiła się moja skóra i teraz oderwałem jej fragment. Upadłem na kolana, które natychmiast oplotła płynna czerń spojrzałem w dół z niedowierzaniem i przerażeniem - za mną było tylko kilka stopni i nie było już popiołu tylko morze falującej bulgoczącej cieczy, która wkrótce ogarnęła całą moja duszę.
~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka".
Szef znowu się spóźniał. Jak zwykle prawdopodobnie samemu napoczął ładunek piwa przeznaczony na kolejne trzy dni. Na zewnątrz panował straszliwy skwar, który wlewał się przez wszystkie szpary do jadalni. Za mną na palenisku grzała się zupa grzybowa. Dodałem nieco smalcu i mieszając splunąłem na ladę drugą ręką rozcierając raczej niż ścierając trociny poprzyklejane do zaschniętego rozlanego piwa. Poprzez uchylone drzwi przy żałosnym brzęczeniu do gospody wleciał duży tłusty żuk. Latał ślepo odbijając się od ścian. Wylądował w końcu na podłodze i kiedy podchodziłem aby go rozdeptać schował się miedzy deski. Już miałem wrócić do smarowania stołu kiedy przez okno wleciał kolejny żuk. Tym razem kolorowy - pomarańczowy w czerwone i czarne kropki. Co na smoka! -zakląłem Ten żuk bez wahania wylądował w tym samym miejscu zupełnie jakby wiedział o jakimś umówionym spotkaniu. Kiedy miał się już schować rozdeptałem go tupiąc kilka razy. Wycierając but w trociny poczułem, że pod deskami jest jakby pusta przestrzeń. Nachyliłem się i wyczułem duszący zapach rozkładu. Pewnie szczur zdechł pod deską-Te nowe asurskie trutki to jednak wcale nie oszustwo. Pomyślałem, po czym poszukałem dłuta i młotka i szybko wybiłem cztery drewniane kołki trzymające deskę. Trociny z podłogi zaczęły zsypywać się w jakąś otwartą przestrzeń. -Bardzo dziwne, nie przypominam sobie aby nasza piwnica sięgała aż tutaj. Stwierdziłem, że poczekam na szefa. -Na pewno jest pijany wiec muszę uważać żeby nie stracić wypłaty i zębów. Jednak czas mijał a szef nie wracał. Wkrótce pojawił się kolejny chrząszcz i tym razem straciłem cierpliwość. Oderwałem jeszcze jedna deskę, chwyciłem oliwna lampę wisząca nad kuchnia i ruszyłem ku dziurze. Opuściłem się powoli w dół i i natychmiast wzdrygnąłem się z obrzydzeniem . W kącie korytarza, w którym się znalazłem w kałuży zaschniętej krwi leżał mój szef. Kiedy oglądałem jego wytrzeszczone oczy usłyszałem, że do gospody ktoś wszedł. -Spalimy tę budę i wracamy na wyspę! Inny głos odpowiedział. -Szkoda, że zakon szeptów rezygnuje z tej placówki przynajmniej tu było spokojnie. -Widocznie ten karczmarz nie chciał się dogadać z Niosącym Światło* co do czynszu. -W sumie mi go nie żal. Hej patrzcie ktoś tu coś gotuje! - Mówiłem ci, że ten pijak zatrudnił jeszcze chłopaka! Co?! Nic mi nie mówiłeś! -Sprawdźcie górę! -Ja rozleje oliwę. Serce zaczęło mi bić mocniej i ruszyłem przed siebie korytarzem na oślep w ciemność. Musiałem narobić hałasu bo usłyszałem krzyki sądząc po głosie jakiegoś asury - Jest w tunelu! W tunelu! Nieniosący światło obedrze nas ze skóry! dobiegłem do jakieś drabiny. -Lyssa dodaj mi sił! Upuściłem lampę i zacząłem wspinać się do drewnianej klapy. Po kilu ciosach klapa ustąpiła - byłem nad rzeką jakieś sto metrów od płonącej gospody. Usłyszałem nawoływanie i czym prędzej wskoczyłem do rzeki.
*(https://wiki.guildwars2.com/wiki/Lightbringer)
[align=center]Część nieklimatyczna[/align]
~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:
RPPR.2081
~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?
Kiedyś grałem w papierowego warhammera i DnD 3cią edycje parę lat.
~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?
Grałem w jedynkę i dodatek z Kurzikami i Luxonami potem EOTN ale nie skończyłem. Kupiłem GW2 jakieś poł roku po premierze ale miałem kilka długich przerw w grze. Ostatnią prawie roczną zakończyłem tydzień temu kupując dodatek.
~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?
Jestem w Holy Inquisition przed przerwą byłem w paru ale nie pamiętam, byłem też w leith mori aiwe. Chciałbym pozostać też w HI bo mam tam paru dobrych znajomych.
~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?
Z ogłoszenia w Lions Arch, chciałbym brać udział w roleplayu.
~ Opisz siebie w kilku zdaniach.
26 lat powolny student hoduje bydło interesują mnie historia, polityka, windsurfing, strzelectwo, malowanie figurek no weterynaria z racji studiów :D
~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?
bardzo nieregularnie
Czekam na część OOC
Jestem na TAK. Tylko asury nie azury ^^
To jestem na tak
Tak.
Nie musiałeś nawet wyjaśniać przetłumaczonych nazw, jesteśmy polską gildią RP, używamy często polskich określeń krain, profesji, stanowisk i ras tyryjskich, ale i tak - dobrze z Twojej strony, że odrobinkę zagłębiłeś się w temat przed napisaniem podania.
Jednak trochę Cię skoryguję - Ebonhawke to miasto-warownia. Oddziały to Hebanowa Awangarda - https://wiki.guildwars2.com/wiki/Ebon_Vanguard
Z kolei Durmand Priory tłumaczymy jako klasztor Durmanda, a nie bractwo.
Na TAK
Widać u ciebie znajomość świata guild wars. Dogłebne i szczegółowe opisy sytuacji również mnie cieszą. Podanie czyta się również dobrze.
Chciałbym zobaczyć cię w gildii.
W sumie tak zaraz zrobię poprawki tłum. bo już pozapominałem. Cieszę się że się podoba.
[align=center](http://i.imgur.com/4DNXXDA.png)
Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.
[/align]