L6F

Rekrutacja => Podania zaakceptowane => Wątek zaczęty przez: Farrand Humfrey w Wrzesień 21, 2016, 07:30:12

Tytuł: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Farrand Humfrey w Wrzesień 21, 2016, 07:30:12
[align=center](http://i.imgur.com/A8Br5Hj.png)[/align]




Część klimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojejfantazji.





~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanieJak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...


Po kilku godzinach oczekiwania w końcu się zjawił. W chwili kiedy rzuciłem na niego okiem, z pozoru wydawał się być jedną z tych cichych, stonowanych osóbek, z jakimi miałem w ostatnim czasie styczność. To były jednak tylko pozory, które potrafił stwarzać idealnie. Osobnik ten nie był wysokiego wzrostu, ani tym bardziej masywnej postury (ba, bo czy o przedstawicielach asurańskiej rasy można wypowiadać się w inny sposób?) nawet jak standardy wojowników z różnych ras. Co wyróżniało go na tle innych jego pobratymców, to zdecydowanie była to fryzura. Na ogół pierwiastek męski owego gatunku nie ma na głowie jakichkolwiek włosów, ten natomiast miał ich aż zanadto - mało tego, były one splecione w warkocze a tuż pod nimi znajdowała czerwona gumka, która z każdym postawionym przez niego krokiem w niezrozumiały dla mnie sposób trzymała je w szyku, lecz żadną miarą nie była w stanie zapobiec bujaniu się jej na wszystkie możliwe kierunki. Z trudem powstrzymywałem się przed śmiechem na ten widok. Zlustrowawszy go raz jeszcze, (tu znów na prędce błędnie wyciągnięty wniosek), sądziłem że noszony przez niego elektromagnetyczny pancerz, jest jedynie zlepkiem zgrabnie połączonych ze sobą płyt. Jak się jednak okazało, owe części wzmacniane były przez źródło energii, które unosiło się ja wysokości ramion, a były to dwa jednakowo wyglądające kryształy, które mieniły się kolorem czerwonym. Jak na wojownika przystało, nosił przewieszony przez plecy gigantyczny miecz dwuręczny, któego ostrze zakończone było w dość nietypowy sposób, a swoją długością znacznie przekraczał jego wzrost. Jego rysy twarzy nie wyróżniały się spośród setek jemu podobnych, uśmiechając się, odsłaniał pełen zestaw jego ostrych kłów, który miałem tę wątpliwą przyjemność zobaczyć. W jego charakterze również było coś nietypowego jak na przedstawiciela tych nicponi, którzy z reguły zdają się być zdystansowani, pełni rezerwy do otaczającego ich świata, tak po nim było widać, że zdawał się w ogóle nie wiedzieć, jak usiedzieć w jednym miejscu.





~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru... 


 Cóż, ja naiwny dałem się skusić. Jeśli kroczę w poszukiwaniu często zapomnianych toteż niezwykłych miejsc, nie sposób było zwrócić na coś takiego uwagi. Miejsc, gdzie czas zdołał zatrzymać się całe mnóstwo lat temu do tego stopnia, że nawet najstarsi okoliczni mieszkańcy zdają się tego nie pamiętać. "Brama", lub raczej półokrąg znajdował się na niewielkim szczycie nierównomiernie ułożonych kolumn bazaltowych, do złudzenia przypominających schodki, choć niczym nie zachęcających do wejścia po nich. Wyżłobiony on został w miejscu, które zdawało się być końcowym miejscem wędrówki magmy znad roztaczającego się kilkadziesiąt metrów na wschód nieczynnego od dziesięcioleci wulkanu. Sama "trasa" wiodąca ku niemu, zdawała się przecinać okalający wulkan las niczym paskudna szrama na twarzy. Okolica wypełniona była po brzegi typowymi dla krajobrazu poerupcyjnego obiektami, począwszy od ogromnej ilości popiołu wulkanicznego, osadzającego się zarówno na pobliskich drzewach, jak i runie leśnym, a skończywszy na wcześniej wspomnianych skałach z brezentu. Powróciwszy częściowo do rzeczywistości, wykorzystałem ów moment by oderwać wzrok od wznoszącego się ku sklepieniu niebieskiemu kolosowi, zgarnąłem leżący u mych stóp plecak i zręcznie zarzuciłem go na plecy. Początkowo stąpając ostrożnie i skupiając wzrok ku ziemi, starałem się nie potknąć o jedną z kilku setek choć zdatnie, to wciąż złośliwie wbitych tudzież wystających pode mną litych pali. Mimo skupienia jakie włożyłem stawiając kroki, nie zdołałem dotrzeć tam bez jakichkolwiek potknięć oraz otarć, które na dłuższą metę nie . Wszedłszy na niewielkie wzniesienie, zrzuciłem z mych ramion plecak i rzuciłem go bezwiednie pod najwyżej wystający słup. Aura jaka otaczała przestrzeń wokół portalu wzbudzała we mnie uczucie niepewności, które szło w parze z typowo akademicką ciekawością. Zbliżywszy się bliżej do litych drzwi znajdujących się zaledwie kilka centymetrów głębiej od samego półpierścienia, dostrzegłem całe mnóstwo wyżłobionych linii, tworzących coś na wzór inskrypcji w nieznanym mi dotąd języku. Przysunąwszy się bliżej litych drzwi, bardzo szybko pojąłem, iż w momencie przekroczenia wyrwy zostały one zamknięte i będzie potrzeba nie lada siły lub zdolności przekraczających moje dotychczasowe rozumowanie, by móc je na nowo otworzyć. Westchnąwszy, odwróciłem się na pięcie po czym udałem się w stronę leżącego bezwładnie plecaka. O dziwo, pomimo dość gwałtownego zetknięcia się z kilkoma starymi konarami, tuzinem gałęzi oraz wyrwanymi kępami trawy, przez jakie udało mi się przebrnąć lecąc z dużą prędkością w pierwszych kilku chwilach mego pobytu tutaj, nie zaobserwowałem na nim jakichkolwiek większych uszkodzeń mechanicznych, prócz niewielkich rozdarć w mało znaczących miejscach. Tego samego niestety nie mogłem powiedzieć o moich ubraniach oraz ciele. Choć siłę uderzenia jakimś cudem zaabsorbował plecak, to wciąż przedziwnie poskręcane gałęzie oraz zupełnie niepodobnie wyglądające do nich konary zdołały przeciąć spodnie, o rękawach od koszuli nie wspominając. Te z całego zestawienia wyglądały najgorzej, albowiem na całych przedramionach zdołałem dorobić się wielu (z pozoru) groźnie wyglądających zadrapań, które zdołały w międzyczasie zasklepić się przy pomocy krwi. Opuściwszy "szramę", ze sporym trudem udało mi się wdrapać po litych skałach z powrotem w pobliże miejsca, w którym z impetem wylądowałem. Trawa, jak i cała okoliczna fauna wyglądała co najmniej tak, jak by ujął ją jakiś malarz w jednym ze swych abstrakcyjnych dzieł. Nie była ona co prawda wysoka jak na standardy dżungli jakie przyszło mi zobaczyć, lecz podobnie jak gałęzie, była ona dziwacznie poskręcana, co jak wszystko w pobliżu tego wulkanu, mogło być efektem wydzielania przez wulkan pyłów. Co ciekawsze, powietrze wypełniały różne anomalie, wznoszące się na wysokości półtora metra. Stojąc naprzeciw nieruchomego zjawiska wznoszącego się przede mną, dostrzegłem pod nią całą masę liści o purpurowym zabarwieniu a także po szczątkach jakichś ciał, przywodzących na myśl minotaura, lecz o wiele bardziej chudszych. Rozerwawszy i tak zwisające już na resztkach włókien rękawy, uwiązałem je dość flegmatycznie w rękach by po chwili cisnąć je w kierunku ciemnej plamy znajdującej się nie dalej jak kilka kroków na wprost. Tak jak przypuszczałem, ofiary wciągnięte do jej wnętrza nie mają najmniejszych szans na przeżycie. W momencie wessania danego obiektu w promieniu trzech metrów, zostaje on zgniatany a następnie rozsadzany przez potężne wyładowanie energii. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, bez większych trudności zdołałem obejść to piękne, choć niebezpieczne zjawisko i ruszyć w stronę lasu okrytego warstwą popiołu. Sama temperatura zdawała się oscylować od 20 stopni wzwyż, z racji ciągle aktywnego wulkanu który z każdym mym krokiem zdawał się oddalać coraz bardziej, aż w końcu zniknął w oceanie coraz to wyższych koron drzew. Po przebyciu kilku kilometrów, wygląd owego lasu zmienił się zupełnie nie do poznania. Z zupełnie szarego, pozbawionego jakichkolwiek ciepłych barw otoczenia, znalazłem się pośród wielobarwnej, pod względem budowy flory, jakiej nigdy dotąd nie spotkałem w swoich snach. Składające się na największą liczbę i będący jednocześnie dumą tego lasu, były purpurowe drzewa, z nienaturalnie powyginanymi gałęziami, oraz koronami przypominającymi swym wyglądem parasol. Na nich zaś, beztrosko siedziały i śpiewały ptaki, które mogły być odpowiednikami znanych w moim świecie papug. Położywszy plecak pod głowę, ułożyłem się pod jednym z tamtejszych drzew i przymknąłem oczy, chwilę później zasypiając przy akompaniamencie treli oraz muskanych delikatnie przez wiatr liści.


~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka". 






Spałem do piątej. Dwanaście godzin jak zabity. Znów to samo - pomyślałem, unosząc ospale swoje jestestwo z łóżka, by zatrzymać pustą szklanką upierdliwy dźwięk uderzającego o drzewo za okiennicą dzięcioła, który to z każdym kolejnym uderzeniem sprawiał, że odgłos ten wydawał się być coraz to głośniejszy. Kolejny dzień, kolejne puste 16 godzin które tylko udaje, że rozwija mnie i moje życie. Sen nie jest już potrzebny, ale i tak nie rezygnuje z tego stanu, by choć na trochę przerwać ciąg świadomości, by poczuć coś nowego. 

Podchodzę chwiejnym krokiem do okna i spoglądam przez to samo okno na zamokły deszczem świat. Światła, zmęczeni ludzie i wszelkiej maści zwierzęta odbijają się od płytkich kałuż tworzących się na nierównościach dróg.
 Pogoda zdaje się idealnie odzwierciedlać mój nastrój. Życie nie ma już uroku, straciło je dawno. Jestem młody, mam ledwie 156 lat ale i tak w głębi mnie czuje, że wszystko zdołało mi się już przytrafić. Dawno nie odczuwałem czegoś nowego. Dawno nie utworzyła się we mnie iskra, która by znów zapaliła me serce euforią. Westchnąwszy, odchodzę powoli od okna i kieruje się w stronę mej małej kuchni, na którą składało się kilka tkniętych przez ząb czasu kredensów oraz zbity niedbale przy pomocy kilku zardzewiałych gwoździ oraz desek na prędce zmontowany stół, który robił za granicę pomiędzy salonem a nią. Od momentu kiedy się tu znalazłem nigdy nie miałem szczególnych chęci by w końcu zabrać się za ich wymianę. Przechodząc obok łóżka, uderzam małym palcem o jego nogę. Opuściwszy głowę, obojętnym wzrokiem sprawdzam, czy paznokieć się nie połamał i idę beznamiętnie dalej. Doprowadziwszy swoje ciało do ogłady, zarzuciłem na siebie pożółkłą koszulę, walającą się pośród sterty innych ubrań, mniej lub bardziej brudnych ubrań, a także beżowe spodnie, na kolanach których widniały plamy po piwie, które podczas nalewania do jednego z kufli zdołało wydostać podczas odrobiny mej nieuwagi poza niego i spłynąć po robionej specjalnie na moje zamówienie lady z drewna hebanowego właśnie na tę część. Schodząc po skrzypiących schodach z gracją typową dla flegmatyka, docieram do jeszcze budzącego się do życia pomieszczenia, przez którego porośniętego kurzem okna przebijają się słupki światła.
 Przygotowuję sobie kawę - znów ten sam smak, który znam już idealnie. Nic mnie nie zaskoczy, znudziłem się każdym gatunkiem, jaki jest dostępny w lokalnym sklepie. Nie mniej jednak, to wciąż diabelnie dobry sposób na zapewnienie sobie tymczasowego zastrzyku energii przed zbliżającą się kolejną falą klienteli z okolicy. Tej samej "szanownej" klienteli, która tej nocy, miała wszcząć burdę z byle błahego powodu, jakim był spadek cen okolicznej ziemi. Fakt faktem, okoliczne tereny od lat targane były różnymi potyczkami lokalnych możnowładców przy pomocy najemników oraz watażków, których napływało więcej z każdym tygodniem. A wiadomo, tam gdzie żołdactwo, tam też okazja do zarobku, albo do wylądowania w kostnicy (w zależności od panujących nastrojów). No bo jakiż to żołnierz, po całym dniu zmagań w polu nie miałby ochoty zasiąść wygodnie i napić zimnego piwa przy akompaniamencie wyśmienitych pieśni? Ludziom takim jak ja, wojna zdawała się być na rękę z racji tego iż w tym okresie ludzie w pośpiechu zwykli opuszczać swoje domostwa, by uniknąć kontaktu z niechcianymi kamaszami, którzy siłą zdołali odebrać wrogowi pobliskie wioski wraz z okalającymi je połaciami pól oraz lasami.
  Sama burda skończyła się równie szybko co zaczęła, lecz mimo mych starań, nie byłem w stanie uniknąć strat jakimi były piękne, drewniane drzwi, będące jedną z wielu licznych ozdób panujących w tym lokalu tudzież kolejnej blizny na mym ciele. Ułożywszy w myślach inkantancję, oraz kierując moje dłonie w ich kierunku zdołałem posłać dwójkę drabów na zewnątrz, skazując tym samym wcześniej wspomniane drzwi na żywot jako wykałaczki tym samym wykluczając z dalszego rumakowania tę dwójkę. Pozostała czwórka natomiast postanowiła porzucić wszelakie urazy jaki żywili wobec samych siebie i rycząc ruszyła w moim kierunku dzierżąc sztylety oraz miecze, których insygnia jasno wskazywały na to, że została ona zszabrowana gdzieś na polu walki w ostatnim czasie. Miecznicy nie stanowili dla mnie większego problemu. Nie jest trudnym koniec końców wymanewrować kogoś, mającego na sobie przeszło osiemdziesiąt kilogramów w postaci pancerza płytowego, kiedy jest zalany w sztok i naciera na Ciebie z prędkością równą taranowi. Wykonałem zwód, następnie wykręciwszy jednemu z nich rękę, sprawiłem że ostrze wbiło się w sufit, kiedy podbiłem mu rękę która ów miecz dzierżyła, a następnie wykręciłem i ostatecznie posyłając go z hukiem na podłogę, kiedy zdołałem podciąć mu nogi przyzwaną przeze mnie laską. Nie była ona co prawda najlepszym mym tworem, jako że kilka chwil potem kiedy zdołałem wyeliminować trzeciego z nich, natychmiast zniknęła, rozchodząc się w powietrzu w postaci magicznego obłoku. Pozostawszy sam na sam z ostatnim z nich (jeden z nich w międzyczasie postanowił zaniechać dalszej wojaczki, odburkując coś i omalże nie potykając w wejściu na resztki drzwi), dałem się niestety podejść zwodniczemu cięciu, które mimo że zdawało się być poważne, wcale takie nie było. Czubek ostrza zdołał jedynie płytko przeciąć skórę. Wtem, zupełnie nieoczekiwanie lokal zapełnił się miejscowymi gwardzistami, którzy mieli okazję znaleźć się w pobliżu i zdołać spacyfikować mego przeciwnika gradem ciosów z drewnianych pałek. Mnie samego zaś zdołali opatrzyć, lecz nawet najlepsza opieka medyczna nie było w stanie sprawić, by moi stali klienci byli skorzy wrócić do "Maruśki" w najbliższym czasie. Rozejrzawszy się wokoło wciąż usiłując uspokoić moje ciało, które wciąż było pod wpływem drżenia, dokonałem szybkiej oceny zniszczeń. Poprzewracane stoły nie były moim jedynym zmartwieniem, choć z pewnością można było je podpiąć do skali mniejszego rzędu. Dziury w suficie, brak drzwi wejściowych, powyginane lub też potłuczone kufle - to były rzeczy, na które nie miałem wcale chęci marnować zarobionych przeze mnie funduszy, lecz ostatecznie byłem do tego zmuszony.





Część nieklimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!



~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:


Loghain.2790




~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś stycz
ność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?




Owszem, miałem. A konkretnie w SAMP, gdzie wraz z kilkoma innymi znajomymi spędziłem tam dobre trzy lata (2007-2010), zanim poziom na większości serwerów zdołał sięgnąć dna za sprawą społeczności. W same papierowe RPG'i nigdy okazji nie miałem zagrać, choćby dlatego że w okolicy nie miałem nawet z kim.



~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?




W pierwszą niestety lecz nie miałem okazji zagrać. Zaś w samo GW2 zagrywam się od momentu przestawienia się na model F2P za sprawą mojego znajomego (z kilkoma dłuższymi przerwami). Z lore nie mam większego problemu, podczas mojej gry zdołałem liznąć trochę rzeczy związanych z tym uniwersum.




~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2? 


Oprócz tej stworzonej przeze mnie (DS)? Dungeon Patrol Luluco, gildia obecnie nieaktywna, założona przez moją znajomą, z którą nasze drogi schodziły się niejednokrotnie podczas wypraw na dungeony. Sam DPL był gildią, która skupiała się głównie na wypadach do w/w miejsc. No i Holy Inquisition, na jakiś czas zanim przygnało mnie do Was, lecz tam spędziłem najmniej czasu, jako że owa gildia nie miała nic z rzeczy, o których zapewniał mnie rekrutujący.

~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?



Przez osobę reklamującą ją w Lion's Arch. A dlaczego chcę dołączyć? Ponieważ gra w jakikolwiek tytuł MMORPG na własną rękę po pewnym czasie staje się diablo monotonna. Poza tym, jak wspomniałem wcześniej, obie gildie można uznać za nieaktywne z powodu graczy, którzy albo skupiają się na pracy, albo na innych tytułach. Można by więc rzec, że szukam stabilizacji.




~ Opisz siebie w kilku zdaniach.




Niepoprawny idealista oraz perfekcjonista. Zapominalski i pamiętliwy zarazem, w natłoku codzienności starający się być jak najlepiej zorganizowanym, co nie zawsze jest w stanie wyjść. Człek szczery, choć trzymający się na uboczu, kochający spokój domowego zacisza. W swych działaniach kierujący się prawdą. Miłośnik pieszych wycieczek na świeżym powietrzu. A do tego wszystkiego jeszcze zapalony gracz gier wideo. Miłośnik ambitnej literatury, pływania, muzyki i gier - w szczególności dobrych strategii, FPS'ów jak i RPG'ów. Uwielbiam militaria oraz dyskusje na poziomie. 

~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

W ciągu dni roboczych, głównie od 16 aż do późnych godzin wieczornych. Weekendy mam praktycznie wolne, toteż zasuwam od samego rana.



[align=center][img=401x114]http://i.imgur.com/sE80ciF.png[/img][/align]
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Mimetka w Wrzesień 21, 2016, 08:23:49
Na TAK.
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Ticared w Wrzesień 21, 2016, 08:36:18
Podanie jest bardzo dobrze napisane. Przyjemna lektura. Zadania postawione przed tobą zostały wyczerpująco zrealizowane.

Opowiadam się za twoim przyjęciem.
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Lunar w Wrzesień 21, 2016, 11:41:49
Jestem Za.
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Krzyshek w Wrzesień 22, 2016, 10:48:06
TAK
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Kanalia w Wrzesień 22, 2016, 18:28:42
Tak tak
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Nish w Wrzesień 22, 2016, 18:58:37
Wyczerpująco, poprawnie i ciekawie. Przyłożyłeś się, albo masz bardzo lekkie pióro. Jak najbardziej na tak.
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Zerwan w Wrzesień 22, 2016, 20:22:44
Biercie go.
Tytuł: RE: Loghain.2790
Wiadomość wysłana przez: Lunar w Wrzesień 24, 2016, 13:15:19
[align=center](http://i.imgur.com/4DNXXDA.png)

Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.

[/align]