L6F

Rekrutacja => Podania zaakceptowane => Wątek zaczęty przez: TrdStSaint w Wrzesień 24, 2016, 22:54:33

Tytuł: TrdStSaint.3149
Wiadomość wysłana przez: TrdStSaint w Wrzesień 24, 2016, 22:54:33
[align=center](http://i.imgur.com/A8Br5Hj.png)
[/align]

Część klimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.


~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanieJak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...


,,Miał być spokojny wieczór, a skończyło się jak zwykle. Mówił temu cholernemu karczmarzowi ,,Jutro wyruszam w podróż!". No i wyruszył.. Tak wyruszył, że nim się obejrzał zaczęło świtać, a oni wychylili dwie beczki samogonu. Zaklął tak siarczyście, że aż w świątyni się dzwony odezwały, by skarcić jego zachowanie.. A nie, to na poranne modły. Czyli, że nie jest tak źle z jego sumieniem, czy jak to tam nazywali. Nigdy nie mógł zapamiętać tego słowa. Wstał więc ze stołka przybarowego i doszedł do wniosku, że wiać musi niesamowicie, gorzej niż podczas najgorszej śnieżycy, skoro nawet w samym pomieszczeniu rzucało nim na boki gorzej niż falami na morzu podczas sztormu. W końcu jednak dotarł do drzwi i otworzył je. Za drzwiami z kolei słonko wstawało dopiero, poranna mgiełka unosiła się.. Tylko ten wiatr straszliwy, aż z lewej nogi na prawą go rzuciło i oprzeć musiał się o framugę drzwi. I wtedy go dostrzegł. Tak, to na niego czekał, to z nim miał wyruszyć w swą podróż.. Sami Bogowie zesłać go musieli, gdyż wyłonił się z samego słońca.. Bo jak inaczej wyjaśnić te otaczające go płomienie? Woj pędził ile sił w nogach jego potężnego rumaka, pospieszając go jeszcze bardziej. Musiał posiadać jakąś boską moc, gdyż wszystko, co minął od razu w ogniu stawało. Nasz bohater zmrużył oczy, skupiając się, by wiatr znów go nie przechylił (a zawiało potężnie..) i by dostrzec lepiej, co się dzieje. Nawet palce wskazujące złączył z kciukami, tworząc swego rodzaju podwójną lunetę z rąk i przyłożył je do oczu, spoglądając. Wojownik wyglądał zaiście wspanaile: zbroja płytowa, pełna, czarna ze złotymi zdobieniami i herbem jakiegoś nieznanego naszemu bohaterowi królestwa na środku napierśnika. Głowę chronił hełm, ozdobiony piórami czarnymi, postawionymi niemal pionowo. Przez plecy przewieszony półtoraręczny miecz, o czarnym ostrzu, złotej rękojeści z głowicą ozdobioną czarnym kamieniem. Do tego ciężka peleryna, złota, z czarnym herbem, takim samym jak na napierśniku. Rumak jego czarny jak noc, chroniony również przez coś w rodzaju złoto-czarnej zbroi. I pędzili, pędzili jakby ich sam Bóg Śmierci gonił. Tak, z pewnością pędzili tak na spotkanie z nim.. Właśnie z nim, który zgłosił się, by pomóc sławnemu na cały świat Czarnemu Rycerzowi. Wyszedł dumnym, chociaż chwiejnym krokiem przed przybytek i wtedy dostrzegł, czemu tak pędzili.. Istotnie, gonił ich. Nie Bóg Śmierci, nie król, nawet nie olbrzym, ale smok. Ogromny, zielony, o wielkich skrzydłach, ziejący ogniem. Niewiele myśląc nasz bohater dopadł, tzeźwiejąc w sekundę, do swego rumaka, przywiązanego do belki przed karczmą, dobył swego miecza i tarczy, samego konia odwiązując, coby nie zginął w razie porażki. Koń chętnie to wykorzystał, galopując szybciej niż do końskiego burdelu, byle dalej od smoka. Dzielny bohater od razu ruszył biegiem w kieruknu Rycerza, ten widząc go przyspieszył jeszcze, dobywając miecza. Zwolnił nieco konia, a jego towarzysz z tarczą już skinął mu głową. Tak, wspólnie zabiją smoka. Ramię w ramię, to będzie wspaniała przygoda, idealny test dla niego, coby towarzyszył temu najznamienitszemu wojownikowi na świecie. Człowiekowi, który nie bał się niczego, człowiekowi honoru, człowiekowi, który woli zginąć niż zawieść, zginąć niż przegrać, zginąć niż uciec.. Zeskoczył ze swego rumaka, stanął obok mężczyzny, który, mimo iż Rycerz przewyższał go o głowę, zdawał się być dzielniejszy niż on sam. Jako jedyny odpowiedział na wezwanie. Razem, ramię w ramię, zaciskając ręce na swych broniach, ruszyli biegiem na smoka.."
Bard przerwał opowiastkę, coby łyknąć piwa. Tłum zgromadzony wokół niego wstrzymywał oddech, czekając na zakończenie. W końcu starzec, stojący na skraju zgromadzenia, nie wytrzymał:

[align=left]- CO BYŁO DALEJ?[/align]
Bard dopił piwo, otarł rękawem usta i westchnął ciężko.
- Pokonali smoka, ale za straszliwą cenę. Rycerz zginął w tej straszliwej bitwie, a przed śmiercią przekazał swemu towarzyszowi swą zbroję i nakazał kontynuować jego dzieło. Wyprawiono mu godny pochówek i napisano wiele pieśni o nim.
Tłum rozszedł się, wpierw wrzucając oczywiście pieniądze do kapelusza przed kamieniem, na którym siedział. Zebrał pieniądze i wszedł do swego namiotu. Robiło się późno, czas był więc by zebrać manatki i wyruszyć dalej. Otworzył więc skrzynię i uśmiechnął się do siebie. ,,Warto było zamknąć drzwi od karczmy i czekać, aż smok go zeżre" - pomyślał, wyjmując ze skrzyni nieco zakrwawioną, czarno-złotą zbroję.





~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru... 


ŻE JA NIE SKOCZĘ?! - od tych magicznych słów najczęściej się zaczyna. Nie inaczej było w tym wypadku. Przyjaciele wpadli wcześnie, toteż nałożył na siebie co było pod ręką: znalazł jakieś portki, poplamione majonezem.. A, to jednak nie majonez, o czym przypomniało mu opakowanie chusteczek na biurku obok monitora. Zarumienił się odrobinę, chwytając koszulkę. Nikt nie musi wiedzieć, nie? Założył ją szybko, wypsikał się śmierdzidełkiem, które dostał od ciotki zza granicy na święta (prawdziwy męski zapach, a dawało gorzej niż stare skarpetki ojca, kiedy wróćił z roboty w szambowni), ale lepsze to niż zapach potu. Założył swoje ulubione czarne konwersy i w drogę! Zbiegł szybko po schodach, rzucił do matki, która akurat oglądala swój ulubiony serial, że wróci późno i w długą! Szwędali się jak zawsze po lasach i bunkrach, wcześniej zaopatrzywszy się w jakiś prowiant na który składało się kilka paczek chipsów, woda mineralna, bułki oraz konserwy. Po pewnym czasie kręcenia się, postanowili odetchnąć na małej polance, usytuowanej w samym sercu lasu. Gdy zapadł zmrok, w końcu (po uprzedniej sprzeczce o potencjalnych konsekwencjach owegu czynu) rozpalili ognisko, nadziali kiełbaski na jakieś patyki, wzięli ziemniaczki. Byli niedaleko jeziorka, woda szumiała przyjemnie. Śmiechy, jedzenie, picie, miłe towarzystwo.. I wtedy jak coś nie jeeeeeee... uderzyło, aż ziemia zadrżała, błysnęło jakby samemu Zeusowi się odbiło i... spokój. Zerwali się, rozglądając dookoła. Najstarszy z nich dojrzał w oddali światło, toteż niezwłocznie się tam udali. Jakieś.. Coś dziwnego. Ni to lustro, ni to dym, ni to dolna część ciała mężczyzny wie co. Chociaż wyglądało mętnie niczym woda i pokazywało coś niby odbicie, niby obraz. Zastanawiali się głośno co to jest, chcieli sprawdzić, dotknąć, wskoczyć.. Ewidentnie wyglądało jak przejście. Ale bali się. W końcu postanowili zrobić losowanie. Wypadło na James'a. Ten jednak stchórzył, poprzez co nasi młodzi bohaterowie poczęli z niego szydzić (jakżeby inaczej). W końcu też James powiedział do Jack'a, naszego bohatera w konwersach:
-  Tak? To sam skocz.
- ŻE JA NIE SKOCZĘ?!
No i wskoczył. Nim ktokolwiek zdążył się odezwać, nim James zdążył powiedzieć ,,żartowałem", już go nie było. Uczucie dziwne, jakby wskoczył do lodowatej wody i spadał w przepaść. Leciał, leciał, leciał, krzycząc z przerażenia.. A może ekscytacji? Nie wiadomo. Było mu cholernie zimno na zewnątrz, a w środku go paliło z gorąca. Dookoła niego migały różne obrazy, dziwne sytuacje, dziwne osoby, stworzenia.. I kiedy już mu się wydawało, że będzie to trwało wieczność, jego ciało uderzyło o ziemię. Co prawda, nie tak mocno jak powinno, ale we łbie mu zaszumiało, zęby zadzwoniły, a szczęka przeskoczyła. Podniósł się chwiejnie, masując głowę, zaraz złapał się za szczękę i mocno nacisnął, nastawiając ją. Oczy zaszły mu łzami, przetarł je więc i.. Szczęka mu opadła, ręce dołączyły po chwili, spodnie na końcu.. Dobra, z tym ostatnim to przesada. Ale skarpetki opadły. Słońce świeciło jasno, niebo było niemal bezchmurne, ptaki śpiewały, a on sam znajdował się na wzgórzu, dość wysokim, pokrytym w całości zieloną, miękką trawą, okazjonalnie rejestrując okiem tu i ówdzie jakieś głazy. "Znajduję się w jakiejś dolinie" powiedział w swych myślach po krótkiej analizie, na którą widok miał Jack wprost idealny. Dookoła niego były inne wzgórza, niektóre niższe, ale były też wyższe, które znikały wznosząc się dumnie ku nieboskłonowi. Mimo swych wysokości, wszystkie łagodnie opadały w dół, niczym biust tej aktorki, co to przed snem.. Znaczy.. Tego.. No, opadały łagodnie, tworząc niby kompozycję. I wszystkie zniesienia spotykały się w dole doliny, na której samym środku było ogromne jezioro o gładkiej tafli i wodzie błękitnej niczym na karaibach, zaś na środku jeziora, na powierzchni wody, wygrzewała się.. ogromna kałamarnica. Na brzegu jeziora pasły się stworzenia wyglądające jak kozy, w kilku stadach, jednak zdołał dostrzec, że mimo podobieństwa, kozy te mają po dwie pary ogromnych rogów i długie ogony; obok jeziora była też drewniana chata, której deski nie zdołały przetrwać próby czasu tudzież solidnie zbutwiały. Przed nią natomiast znajdowało sie coś na wzór ogródka, za ogrodzenie którego służyły równie stare co sama chata (albo nawet i dłużej) wyciosane drewniane pale. Przy owej chacie bawiły się jakieś dzieci, zapewne pociechy właścicieli owiec. ,,Niczym Irlandia, chociaż.. jakby w innym wymiarze" - pomyślał Jack i uśmiechnął się do siebie, nadal nieco zszokowany, po czym wsadzając ręce do kieszeni spodni. Zaczął powoli schodzić w dół. I kiedy był w połowie drogi, kilka metrów przed nim przeleciało coś, co uważał wysoko w górze za ptaka, a było.. gryfem. Sporych rozmiarów, o łbie białym i wielkich, żółtych oczach. Stworzenie przeleciało ponownie obok niego, po czym wylądowało nieopodal i poczęło na niego patrzyć. Podszedł nieśmiało, ostrożnie, a gryf ugiął nogi, coby ten na niego wsiadł. Uczynił to, a wtedy stworzenie poderwało się i poszybowało nad doliną. Jack ujrzał wtedy, że dolina wcale nie jest taka mała, a na krawędziach wzgórz wygrzewają się w promieniach słońca smoki. Co prawda niewielkie, ale nadal smoki, trzy nawet wylądowały obok stada koło jeziora, wyraźnie ich pilnując. Chłopak roześmiał się ze szczęścia, a wtedy Gryf poruszył się gwałtownie. Raz, drugi, trzeci.. Odwrócił dziób i odezwał się głosem James'a.
- Jack.. Jack.. JACK!
Chłopak otworzył oczy.. Podniósł się z trawy obok ogniska i przetarł twarz.
- Co.. Co jest? Gdzie te smoki?
- Smoki? Zasnąłeś, stary! Tyś smoka widział.. - odparł jego kolega, śmiejąc się z innymi.
A Jack tylko nieśmiało uśmiechnął się i podrapał po udzie, zaś gdy podniósł rękę, trzymał w dłoni ogromne, białe, orle pióro..




~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka". 




No tak. Kolejna noc ciekawa jak oglądanie zapasów dwóch czterystokilogramowych kurtyzan w gnoju. Chociaż nie. Te zapasy byłyby ciekawsze od siedzenia w ,,Maruśce". Przecież tu się nic nie dzieje. Momentami zdawałoby się, że nawet kurz nie chce zawitać do tego przybytku. Ale co tu się dziwić? Drogo jak cholera, brzydko jak cholera, karczmarz to kut... cholera. Nosz cholera! Kelnerzyna rozejrzał się dookoła. Jedna izba, dość spora. Ławy pod oknami, osaczające masywne stoły z obu stron. Na środku, gdzie czasem jest parkiet, stały teraz mniejsze stoliki otoczone krzesłami, przy barze zaś stołki wysokie. Ściany przyozdobione dziwnymi malowidłami, gdzieniegdzie jakaś skóra owcy czy innego dzika. Za plecami kelnera pokaźna półka z alkoholami. Sam kelner stał teraz i wycierał kufel szmatą; kufel czysty, szmata czysta, ale zawsze tak robią kelnerzy, więc coś w tym musi być. Poza tym.. Co tu innego do roboty? Chuchnął na kufel i zaczął go wycierać w owym miejscu. Szefa jeszcze nie było, ale to norma – pewnie był znowu w burdelu, poczciwy Barnaba. A Barnabowa? Strach się bać tej kobiety. Wielka jak stodoła, równie silna, nigdy nie rozstaje się ze swą śmiercionośna bronią, przed którą sam gubernator drży ze strachu – patelnią. Podobno kiedyś zabiła tym demona! A te wieści we wsi rozprowadziła sama Bruna, ta sama, która doniosła o krowie rodzącej siedmiu krasnoludków. A wszyscy wiedzieli, że Bruna nie kłamie. Samą prawde mówi. A z drugiej strony, nikt nie miał odwagi zakwestionować śmiercionośności patelni Barnabowej.
Kelner pokiwał poważnie głową do tych rozmyślań. Wtedy też drzwi otworzyły się i wszedł, kołysząc się, z niedopiętymi spodniami, Barnaba. Uśmiech na paskudnej mordzie odsłaniał jego pięć jedynych zębów (twierdził, że stracił resztę na wojnie, ale wszyscy wiedzieli, że odważył się nazwać matkę Barnabowej wielką, starą maciorą i dlatego ma teraz tyle samo zębów co palców u dłoni). Podszedł chwiejnie do stołka barowego i zasiadł na nim.
- KELNER! PIWA! - wydarł się, chociaż kelnerzyna stał tuż przed nim. Ten westchnął tylko i począł nalewać piwa z beczki do kufla.
Wtedy też rozeszły się echem kroki. TUP. TUP. TUP. Kelner zamarł, Barnaba również, z durnym uśmiechem na mordzie. TUP. TUP. TUP. Nieubłaganie się zbliżała. Nie było wątpliwości. Te ciężkie kroki, to sapanie, ta rozstępująca się ziemia na dworze, to niebo zachodzące czarnymi chmurami, te pioruny, ten płacz niemowląt, to kwilenie zwierząt..
Barnabowa.
Kelner podał szybko szefowi kufel i ulotnił się na zaplecze szybciej niż Barnaba zdążył mrugnąć. A wtedy w pomieszczeniu pojawiła się jego żona. Wysoka jak on, bo zdrowo ponad dwa metry mieli oboje, z ogromnym brzuszyskiem, szerokimi łapskami, małymi oczkami, długimi, spiętymi teraz w kok włosami, w spódnicy, na którą nałożony był fartuch i z patelnią w dłoni. To właśnie na ten ostatni element, drżący Barnaba spoglądał.
- Gdzieżeś był? - odezwała się cichym, niskim głosem.
- J-ja... Byłem u.. U.. U matki!
BRZDĘK. Dostał patelnią w łeb, aż go rzuciło przez całe pomieszczenie. Barnabowa zaraz do niego podeszła i zaczęła tłuc go ową patelnią. Kelner patrzył na to przerażony przez szparę w drzwiach, jak potężna kobieta tłucze swego (byłego już) męża patelnią, nie tylko po tym, co (z naciskiem) ZOSTAŁO po jego czaszce, ale i po całym ciele. Krew lała się niczym z prosiaka, po całym pomieszczeniu i kobiecie, ale ona tego nie widziała. I Kelner chciał, by nie widziała też jego. Toteż wymknął się przez okno chyłkiem, akurat w momencie, gdy z okien zaczął wydobywać się dym, a Barnabowa wypadła z karczmy, biegnąc, zakrwawiona jak po wypatroszeniu krowy, przez wieś i krzycząc ,,MORDERCY! ZABILI! PODPALILI!". Oczywiście, zaraz wszyscy się zlecieli i... zaczęli wiwatować. Nikt Barnaby nie lubił (podobno on z kolei bardzo lubił, żony i córki rolników), do karczmy nikt nie chodził (bo za brzydko, za drogo), woleli spędzać czas na łonie natury (bo od kiedy baby przepędziły kelnerki, to w karczmie łona zabrakło), a i tak były ciche plany zatłuczenia Barnaby i przerobienia karczmy na teatrzyk. Toteż gdy karczma ładnie się paliła, ogień sięgnął kilkunastu ładnych metrów, rozsiedli się wokół budynku i poczęli piec kiełbaski, pijąc alkohol, śmiejąc się, rozmawiając, śpiewając..
A Kelner? Zniknął, wieść zaś niesie, że postanowił nie wiązać się z żadną kobietą i dołączył do cyrku; podobno opowiada bajki o rycerzu zatłuczonym patelnią przez smoka..




Część nieklimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:

- TrdStSaint.3149



~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

- Jeśli chodzi o roleplay to miałem, i to nie raz. Przede wszystkim, grałem na serwerach RP w SAMP'a, przez ponad 6 lat. Jeśli chodzi o RPG, to zdarzało się kilka tytułów (chociażby Dungeons and Dragons Online). Pisałem również na wielu forach o przeróżnej tematyce, od fantastyki, poprzez post apo, szkoły dla mutantów rodem z X-Mena, na zwykłych szkołach, miastach kończąc. Do tego dochodzą sesje D&D oraz Neuroshimy wraz ze znajomymi, nawet teraz od czasu do czasu zbieramy się i organizujemy spotkania. Z role playem mam również styczność podczas.. cosplay'u. To może wydawać się dziwne, lub nawet zabawne, ale jednak bardzo przydaje się umiejętność role play'owania podczas przebrania się za jakąś postać. 

~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

-Bardzo ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Ogólnie rzecz biorąc w samo GW gram dość długo. Pierwszą styczność z Wars'ami miałem styczność około 2007 roku. Pograłem trochę wtedy u znajomego, nie pamietam w którą część, pożyczył mi nawet swoje konto. Sam później zakupiłem Factions, w które pogrywam do dnia dzisiejszego od czasu do czasu. W część drugą grałem.. Żeby nie skłamać, około dwóch-trzech godzin. Była wtedy płatna. Od tego czasu nie grałem w ogóle, jednak mój dobry kolega (o którym za chwilę) odezwał się do mnie jakiś czas temu i powiedział, że GW 2 jest F2P. Postanowiłem więc zagrać.

~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2? 

- W żadnej, jak napisałem wyżej, moja styczność z tą częścią jest... znikoma.

~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

- Jak wspominałem, o przejściu GW2 na F2P poinformował mnie dobry kolega. Równocześnie, opowiedział mi o Waszej gildii i powiedział, że chciałby do Was dołączyć, tu na forum ma nick Farrand Humfrey. Grałem z nim bardzo długo na serwerach Role Play w SAMP'a i parę innych tytułów. Postanowiłem spróbować dołączyć do Was z prostego powodu – uwielbiam odgrywać Role Play we wszelkich klimatach, z kolei samo uniwersum GW aż się o to prosiło od bardzo dawna. A teraz, kiedy okazuje się, że jest grupa osób odgrywająca RP w tym klimacie, w tym uniwersum.. Aż żal nie próbować.

~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

- Wysoki sądzie, jestem niewinny! Przysięgam, to nie ja!
A, to nie ten protokół? Doooobra. Więc jedziemy.. ale nie autostopem.
Imię i nazwisko zachowam dla siebie. 23 lata, student 3ciego roku filologii angielskiej. Leń niemiłosierny, jeśli chodzi o naukę. Zapominalski, jednocześnie z doskonałą pamięcią do pierdół, cytatów filmowych/książkowych/muzycznych/co jeszcze chcecie. Szczery do bólu, z niewyobrażalnymi pokładami (w większym stopniu absurdalnego lub, nazwijmy to, czarnego) poczucia humoru. Głównie interere w fantastyce, ale przeważnie w książkach, bo dawno nie trafił mi się dobry film o tej tematyce. Ale też pasują mi kryminały czy thrillery-horrory. Seriale, anime, filmy – ogromne ilości. Od czasu do czasu pobawię się w cosplay czy pojadę na konwent. No i, oczywiście, miłośnik siedzenia przed kompem – strategie może nie bardzo, ale RPG, FPS'y, gry akcji (Saints Row, Mafia, GTA) – jak najbardziej. Poza tym, co się spodoba i wpadnie w łapę. Sporty be, ale narciarstwo, pływanie czy piłka ręczna – cacy. Chyba tyle, w razie jakichkolwiek pytań dzwonić do adwokata, on mnie uniewinni ze wszystkiego.. Nie, żebym miał coś na sumieniu.


~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

- Najczęściej po południe-wieczór. 



[img=401x114]http://i.imgur.com/sE80ciF.png[/img]
Tytuł: RE: TrdStSaint.3149
Wiadomość wysłana przez: Kanalia w Wrzesień 24, 2016, 23:02:21
Jestem na Tak
Tytuł: RE: TrdStSaint.3149
Wiadomość wysłana przez: Nish w Wrzesień 24, 2016, 23:33:16
Ciekawie napisane, widać, że nawet w te podanie staraleś się wpleść sporą dawkę absurdalno-czarnego humoru, który stety albo niestety uwielbiam. Bardzo przyjemnie mi się wszystko czytało, jestem jak najbardziej na tak i jestem bardzo ciekawa, co nam pokażesz w RP.
Tytuł: RE: TrdStSaint.3149
Wiadomość wysłana przez: Lazarus w Wrzesień 25, 2016, 10:05:33
[align=center](http://img0.joyreactor.cc/pics/comment/%D0%9F%D1%83%D1%82%D0%B8%D0%BD-%D0%BF%D0%BE%D0%BB%D0%B8%D1%82%D0%B8%D0%BA%D0%B0-%D1%81%D1%82%D0%B0%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D0%BE%D1%81%D1%82%D1%8C-%D0%BC%D0%B5%D0%BC-1097186.gif)

Patelnia przed którą drżał gubernator mnie przekonała :D[/align]
Tytuł: RE: TrdStSaint.3149
Wiadomość wysłana przez: Krzyshek w Wrzesień 25, 2016, 19:49:02
Solidnie i z jajem. Tak
Tytuł: RE: TrdStSaint.3149
Wiadomość wysłana przez: Glacial w Wrzesień 28, 2016, 13:26:06
[align=center](http://i.imgur.com/4DNXXDA.png)
 
Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów. [/align]