Podanie - Jack

Zaczęty przez Jack Trevelyan, Czerwiec 30, 2017, 22:33:56

Poprzedni wątek - Następny wątek

Część klimatyczna
- w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.

***

~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanie: Jak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...

Wraz z nadejściem świtu zarzuciłem na siebie swój skórzany, obity gdzieniegdzie żelazem pancerz, chwyciłem wcześniej przygotowany ekwipunek i oręż po czym ruszyłem w stronę tawerny "Pod skocznym rumakiem" gdzie Tom Devril – najznakomitszy wojownik naszych czasów, jeśli nie wszechczasów, miał zbierać drużynę na wyprawę po elficki skarb z Nermo Rondo. W czasie drogi nie byłem w stanie powstrzymać podekscytowania. W końcu nie każdy ma szansę poznać człowieka, któremu w pojedynkę udało się ukatrupić Wywernę Olbrzymią i wyjść przy tym bez szwanku. Nie minęło wiele czasu nim stanąłem przed drzwiami tawerny. W środku było tak jak się spodziewałem: wszędzie pełno uzbrojonych po zęby osiłków. Gdyby nie to, że Tom zabierał wszystkich chętnych posiadających własny ekwipunek, za pewne byłbym już w drodze powrotnej do domu.

Byłem trochę przed czasem i zdawało się, że Devril nie dotarł jeszcze na miejsce. Zamówiłem, więc piwo i stanąłem gdzieś z boku by niepotrzebnie nie zwracać na siebie uwagi. Jeszcze tego mi brakowało by narazić się, któremuś z tych goryli i stracić zęby nim wyprawa w ogóle się zaczęła. Gdy tak sączyłem zimny napój chmielowy do środka wkroczył łysy, brodaty mężczyzna w pełnej płytowej zbroi, którego twarz zdobiły liczne tatuaże bojowe. Zza pleców brodacza wystawał solidnie wykonany dwuręczny topór bojowy o nieprzeciętnie dużych rozmiarach, a skoro już o rozmiarach mowa, to sam właściciel majestatycznej brody też nie należał do ludzi niskich. Mierzył on bowiem na oko ponad siedem stóp. Musiał pochodzić z okolic gór Eborn. Może z miasta Gothal? Taki wzrost dla ludzi z tamtych terenów nie był niczym nadzwyczajnym. 

Gdy ja tak podziwiałem wielkoluda w płytowej zbroi, tuż za nim do środka wszedł kolejny mężczyzna. Ten akurat nie prezentował się już tak okazale. Był co najmniej półtora stopy niższy, nosił czarny, nieco podobny do mojego, skórzany pancerz, a na plecach niósł tak długi dwuręczny miecz, że mogłoby się zdawać, iż zaraz ku niezadowoleniu właściciela tawerny, zacznie nim rysować po posadzce. Pomimo jego tęgiej postury wyglądało to raczej komicznie. W dodatku ogólne wrażenie pogarszały niechlujna, czarna szczecina na twarzy oraz równie niezadbane włosy na głowie o tym samym, kruczoczarnym kolorze. 

Giermek. Nie ma innej opcji. - pomyślałem po czym upiłem łyk z mojego kufla. Pozostało tylko czekać, aż brodacz potwierdzi swoją tożsamość. Ku mojemu zdziwieniu ten jednak stał bez ruchu, a na środek sali wyszedł nie kto inny, a właśnie rzekomy giermek.

Witajcie! Nazywam się Tom Devril. Mam nadzieję, że jesteście odpowiednio przygotowani na wyprawę. - zawołał czarnowłosy.

To wprawiło mnie w osłupienie. Słuchając opowieści o sławnym Devrilu spodziewałem się raczej kogoś postury trzymetrowego ogra, a ten bardziej komiczny niźli budzący respekt mężczyzna podawał się za sławnego wojownika. W czasie gdy zamykałem usta, by mucha nie wleciała mi do gardła, cała sala wybuchła gromkim śmiechem. Tom jednak zdawał się tym nie przejmować czego nie można było powiedzieć o jego towarzyszu, który zgromił zebranych wzrokiem, a następnie uderzył pięścią w pobliski stół tak, że wszystkie naczynia z niego pospadały. Na ten "sygnał" momentalnie zapanowała cisza.

- Dziękuję Christopherze. - powiedział Tom, a następnie poklepał wielkoluda po ramieniu.

- Zdaje mi się czy nie do końca mi wierzycie? W takim razie niech ktoś rzuci mi wyzwanie... o ile czuje się na tyle mocny. - uśmiechnął się złośliwie, spoglądając na zebranych w środku. Na pierwszego ochotnika nie musiał długo czekać.

- W takim razie przekonajmy się ile jest wart słynny Tom Devril. - zawołał siedzący przy oknie tęgi właściciel sumiastego wąsa. 

- Jak Cię zwą? - spytał Tom.

- Bertrand Elmhole.- odparł wąsacz. 

- W takim razie zapraszam na zewnątrz Bertrandzie. - powiedział Tom, wskazując na drzwi wyjściowe. 

Nim udało mi się opuścić zatłoczoną tawernę wokół Devrila i jego przeciwnika zdążył ustawić się spory tłum gapiów, a obaj rywale dobyli już broni. Sam postanowiłem wdrapać się na pobliskie beczki. Nie jestem niski, ale te karki skutecznie zasłaniały mi widok, a w dodatku nie za bardzo chciało mi się stać w błocie powstałym po zeszło nocnej ulewie. Na rozpoczęcie walki nie musiałem długo czekać.

Tak jak się spodziewałem, pierwszy zaatakował Bertrand. Ruszył na Toma z bojowym rykiem na ustach wymachując przy tym mieczem na wszystkie strony. Zawsze mnie to zastanawiało czemu niektórzy, aż tak się drą. Może chcą przestraszyć przeciwnika? W każdym razie, jeśli taki był zamysł tej szopki, to na Devrila nie podziałało. Cierpliwie czekał, aż przeciwnik do niego dobiegnie, a następnie zaczął parować wyprowadzane w jego stronę cięcia i pchnięcia. Nie mogłem uwierzyć z jakim kunsztem i przy jak małym nakładzie wysiłku parował ataki tego goryla. Gdy wąsacz cofnął się o krok by złapać oddech, Tom przystąpił do kontrofensywy. Zamachnął się swoim olbrzymim ostrzem i wykonał cięcie z boku celując w miecz rywala. Uderzenie było na tyle silne, że zostawiło Bertranda zupełnie odsłoniętego. Wówczas, czarnowłosy doskoczył do wąsacza i uderzył go w podbródek rękojeścią swojego miecza. Mógłbym przysiąc, że usłyszałem wtedy dźwięk kruczących się zębów. Rywal Devrila zatoczył się i padł jak długi wprost w kałużę błota. Tom zaś schował miecz do pochwy na plecach i spojrzał na zebranych dookoła gapiów.   

- Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości? - zawołał. - Nie? W takim razie wszyscy wybierający się ze mną do Nermo Rondo mają się tu stawić w samo południe. - oznajmił, po czym ruszył w stronę pokonanego by pomóc mu wstać. 

Sam jeszcze siedziałem na beczkach, nie mogąc przetrawić faktu, iż moje wyobrażenia nie miały w ogóle pokrycia z rzeczywistością. Bynajmniej nie zniechęciło mnie to do wzięcia udziału w wyprawie. Prawdę mówiąc może być znacznie ciekawiej niż z początku sądziłem. 



~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru...

Robiąc krok w głąb portalu zacząłem się zastanawiać czy podróż w nieznane przez tą osobliwą wyrwę jest najlepszym pomysłem. Niestety na wszelkie wątpliwości było już za późno. Gdy moja noga tylko przekroczyła granice portalu zostałem momentalnie wciągnięty do środka, a przestrzeń dookoła mnie wypełniało mnóstwo migających świateł różnorakiego koloru, które z pewnością przyprawiłyby o atak niejednego epileptyka. Sama podróż też nie należała do najbardziej komfortowych. Porównałbym ją do jazdy rollercoasterem zaraz po sytym obiedzie. Nie trwało to długo nim zostałem "wypluty" na drugą stronę, a pierwszym widokiem w tym nowym świecie była skała, na którą po chwili wpadłem. Dobrze, że mój skrzętnie pielęgnowany mięsień piwny niczym poduszka powietrzna zamortyzował uderzenie. W przeciwnym wypadku pierwszym wspomnieniem z nieznanej krainy byłaby utrata uzębienia. 

Moją pierwszą reakcją, gdy tylko pozbierałem się z ziemi, było sprawdzenie czy portal jeszcze znajdował się na swoim miejscu. Otóż, znajdował, ale tylko po to, by po chwili zniknąć w towarzystwie przeszywającego gwizdu. Od razu zacząłem żałować, że nie pohamowałem swojej żądzy przygód na czas i rozpaczliwie zacząłem rozglądać się za drogą powrotu do mojej sypialni. Znajdowałem się na polanie pokrytej gęstą, zieloną trawą, którą muskał ciepły, popołudniowy wiatr. Łąkę zaś otaczał gęsty las olbrzymich drzew, których korony skutecznie uniemożliwiały promieniom słonecznym dotarcie do runa leśnego.  Z tego tez powodu w lesie panowała niemalże zupełna ciemność, a ja nie byłem w stanie dostrzec nic więcej po za ścianą lasu. Na ośrodku polany oczywiście stał głaz, a raczej monolit pokryty nieznajomym mi pismem. Nigdzie jednak nie było widać żadnego portalu. 

Nie wiedząc co robić, doskoczyłem do kamiennej konstrukcji i pieczołowicie zacząłem ją badać w poszukiwaniu czegoś w rodzaju przełącznika otwierającego wrota do mojego świata. Próżne były jednak moje wysiłki. Zrezygnowany usiadłem na ziemi, opierając się o monolit po czym zacząłem zastanawiać się nad sytuacją, w której się znalazłem. 

Moje rozmyślenia szybko jednak zostały przerwane, gdy zauważyłem ruch w trawie. Od razu zerwałem się na równe nogi, a moim oczom ukazała się armia... krasnali? Przetarłem oczy ze zdumienia. Wszystkie niczym wyjęte żywcem z bajki o królewnie Śnieżce z jednym małym wyjątkiem: były uzbrojone w ostre jak brzytwa włócznie, którymi celowały prosto we mnie. Jeden z nich powoli podszedł do mnie i wymamrotał coś w ich języku. Rzecz jasna nie zrozumiałem co malec miał na myśli. - Tylko spokojnie. Żadnych gwałtownych ruchów. Jeszcze mnie nie zaatakowały. - myślałem. Wtem zaswędział mnie nos. -O Boże nie! - krzyczałem w duchu walcząc z samym sobą by nie kichnąć.  Nadaremne. Po chwili ryknąłem tak doniośle, że z powodzeniem obudziłbym wszystkich mieszkających w mojej kamienicy. Jakby tego było mało, to ostatni guzik koszuli postanowił się poddać i jak z procy wystrzelił w stronę oka  malca stojącego przede mną.

Nie za bardzo chciałem czekać na reakcję skrzatów, toteż od razu rzuciłem się do ucieczki. Tak jak sądziłem, uzbrojone liliputy z sękatymi kijami rzuciły się za mną w pogoń. Biegnąc przez las co chwila potykałem się o własne nogi, co jednak nie zmieniało faktu, że szybko oddalałem się od rozwścieczonych krasnali. Gdy dzieliła nas odległość mniej więcej stu metrów raz jeszcze spojrzałem przez ramię czy mogę przestać uciekać i w tym samym momencie poczułem, ze straciłem grunt pod stopami. Żołądek prawie opadł mi do odbytnicy, gdy ja nurkowałem w głąb ciemnej otchłani.  - To koniec. - pomyślałem po czym zamknąłem oczy czekając na uderzenie.

Ku mojej radości żadnego uderzenia jednak nie było. Kiedy otworzyłem oczy znajdowałem się z powrotem w mojej ukochanej, zagraconej butelkami sypialni. Usiadłem na skraju łóżka i zacząłem rozmasowywać czoło, które momentalnie zaczęło boleć jakby mnie ktoś patelnią zdzielił.

- Koniec, więcej z Dawidem nie piję. -



~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka".

Jak co wieczór siedziałem w karczmie i polerowałem wiecznie lepiącą się, drewnianą ladę. "Maruśka", bo tak się nazywa owy przybytek, w którym pracuję, niespecjalnie narzeka na nadmiar klientów, ale tego wieczora brak klienteli szczególnie nam doskwierał. W koncie siedział tylko wiecznie zapijaczony Edward – nasz stały bywalec. Był tu już od południa i w sumie nie byłem do końca pewien czy żyje, ale nie miałem zamiaru tego sprawdzać. Nie za to mi płacą. Najchętniej wcześniej zamknąłbym knajpę i poszedł do domu, ale nie ja jestem właścicielem Maruśki, a szefowi na pewno ten plan nie przypadłby do gustu. 

Nic się nie działo, klientów brak, toteż na własne ryzyko postanowiłem uciąć sobie drzemkę. Usadowiłem się wygodnie na stojącym za ladą krześle i resztę zostawiłem zmęczeniu. Nie dane mi było jednak odpocząć, ponieważ gdy tylko zmrużyłem oczy drzwi karczmy otworzyły się z łoskotem, a do środka wpadło stado owiec. Kiedy ja starałem się zrozumieć co tak właściwie przed chwila zaszło owce zdążyły już się rozgościć. Część usadowiła się przy roślinach doniczkowych, a jeszcze inne wokół starego Edwarda.

- Zaraz je stont zabiore ino łodspane. - wydukał mężczyzna, który jakby znikąd pojawił się w drzwiach karczmy. - Pan da mie coś do picia, bo suszy. - wysapał rozsiadając się wśród owiec, które uporały się już z całą roślinnością w karczmie. 

- Zabieraj mi stąd te owce baranie. - wycedziłem powoli przez zaciśnięte zęby, z trudem powstrzymując się od wybuchu złości. Pastuch tylko popatrzył na mnie jakby nie do końca rozumiał co mówię. Postanowiłem, więc użyć nieco bardziej uniwersalnego języka. Wziąłem leżącą w pobliżu szczotkę i zacząłem wypędzać zwierzęta na zewnątrz razem z ich opiekunem.  Gdy skończyłem okazało się, że nie był to jeszcze koniec mojej pracy, ponieważ owce, jako niewychowana klientela zostawiły po sobie bałagan i to mnie przypadł zaszczyt posprzątania go.   









Część nieklimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

***

~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:

CapybarawhichhadtoolongID.8765

~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

Pięć miesięcy regularnie klimaciłem w LmA. Sprawiało mi to dużo frajdy, ale z rożnych względów mój zapał do tego typu rozgrywki przygasł w połowie stycznia. Tytułów ukończonych gier RPG wymieniać nie będę, bo byłoby tego za dużo, a w kwestii RPGów papierowych to od czasu do czasu urządzamy ze znajomymi jakieś dłuższe sesje.


~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

Przede wszystkim orientuję się w wydarzeniach dotyczących pierwszej części, której wszystkie trzy kampanie i dodatek przeszedłem sześć lat temu. W Guild Wars 2 gram od dziesięciu miesięcy i już mniej więcej jestem zaznajomiony z lore. Wszelkie braki mam nadzieję uzupełnić u was.


~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?

LmA

~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

Varrus bardzo ciepło się o was wypowiadał, a że obecnie nie należę do żadnej gildii zajmująca się RP i tęsknię za tym typem rozgrywki, to pomyślałem, że nie zaszkodzi spróbować u was szczęścia. Zresztą mam zakład z Varrusem do wygrania  ;D.


~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

Jestem Kuba, 19 wiosen na karku. Człowiek z natury leniwy mający tendencje do spania po kilka dni. Przez znaczną większość moich znajomych jestem uważany za osobę sympatyczną, ale żeby nie było zbyt kolorowo to także złośliwą. Z początku bywam nieśmiały, ale szybko otwieram się przy bliższym poznaniu. Z zainteresowań to lubię posłuchać cięższej muzyki, czasami pojechać na koncert. Rozrywki takie jak gry komputerowe, kino czy literatura kryminalna również są mi bliskie. Ostatnio co raz częściej można spotkać mnie na siłowni. Prawdopodobnie od października zaczynam studiować kryminologię.


~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

W tym momencie nie jestem w stanie jednoznacznie się określić, ponieważ zaczynam pracę na trzy zmiany i nie znam jeszcze grafiku, ale nie licząc nocek to prawdopodobnie będzie można mnie złapać od dwudziestej.

Pff zakład. Biorąc pod uwagę czas napisania podania, przeczytam za tydzień... Pierwszą część, za dwa drugą, za miesiąc trzecią, a za dwa miesiące może ocenię... :v

[spoiler]Niech Ci będzie. OP ode mnie.[/spoiler]


To i owo słyszałam, dlatego z uwagi na to, że jestem dość szczerą osobą uprzedzam z góry - na początku mogę być nieufna. RPiliśmy przez niedługą chwilkę, ale zdążyłam się przekonać, że jesteś zapaleńcem, który potrafi wczuć się w swoją postać.
Napisałeś porządne i poprawne podanie, a Twoje odpowiedzi są dość rozbudowane i niebanalne, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że zależy Ci, by do nas dołączyć. Mam nadzieję, że moje wątpliwości prędko zostaną rozwiane i że Ty równie szybko odnajdziesz się u nas :) Masz moje tak

Zobaczymy jak to wyjdzie. Długo, bardzo długo się zbierałeś by napisać to podanie. No ale napisałeś i to sporo więc TAK



[align=center]

Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.
[/align]