Podanie - Grochu.6947

Zaczęty przez Grochu, Listopad 14, 2021, 12:06:13

Poprzedni wątek - Następny wątek




Część fabularna
- w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.



***



~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanie: Jak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...



Przed sobą zobaczyłem wysokiego, ponadprzeciętnie zbudowanego i postawnego mężczyznę, ewidentnie w kwiecie wieku. Jego twarz przyozdobiona była przez liczne blizny zdobyte na polach bitew, oraz zadbaną, zupełnie jakby miała być jego wizytówką, bujną brodę. Jego strój wskazywał na autorament wschodni. Na głowie niczym korona widniała futrzana papacha, klatka piersiowa odziana była w czerwony, zdobiony szlachecki kontusz, na który ubrany był stalowy, ciasno zapięty kirys. Niżej wisiał sporych rozmiarów skórzany pas, do którego przypięta była pochwa, kryjąca szablę pierwszej jakości. Całość okryta była płaszczem wykonanym z niedźwiedziego futra. Opisany powyżej jegomość okazał się aż nadto przyjazny, choć kontakt z nim utrudniał nieco ciężki akcent nieznanego pochodzenia. Być może nie był to wcale akcent, lecz efekt napoju wyskokowego, którego mężczyzna był zagorzałym fanem. To zaś można było określić po towarzyszącym mu zapachu. Jak to niektórzy mawiali, typowy brat i do bitki i do szklanki. W tym jednak przypadku zdecydowanie bardziej do bitki, albowiem Ataman Stjepan znany był ze swojego wyjątkowego męstwa i zaskakująco skutecznej ochrony okolicznych wsi przed częstymi wizytami lokalnych grup bandytów.







~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru...



Kiedy postawiłem stopę po drugiej stronie podejrzanej wyrwy, ujrzałem obraz nie z tej ziemi. Dookoła mnie wznosiły się ogromne góry pokryte niewielką, lecz gęstą roślinnością. Tworzyły one dolinę odciętą od reszty świata kamiennymi murami. Jedynym widocznym na pierwszy rzut oka sposobem na wydostanie się z tego "naturalnego naczynia" był spływ jedną z rzek płynących u stóp doliny. Nie próbowałem zgadywać jak wysoko się znajduję, ale chmury wydawały się być na wyciągnięcie ręki. Prawdziwie boskie widoki ukazały się chwilę potem, gdy mgłę rozwiał rześki poranny wiatr. Przede mną znajdowało się coś, w co nie byłem w stanie uwierzyć - Złote miasto. Wszystkie budynki lśniły w blasku wschodzącego słońca, zostały wzniesione z czystego złota i różnego rodzaju szlifowanych granitów z otaczających je skał. Budowle zawierały w swojej architekturze wiele schodów i pięknie rzeźbionych kolumn, przez co sprawiały wrażenie, jakby pięły się z całym swoim majestatem ku górze, wprost do gwiazd. Jedynym co oddzielało horyzont miasta od nieboskłonu były ciągnące się nad domami akwedukty, które niczym rozciągnięte wstęgi rozprowadzały wodę po całej metropolii. Ulice były zaprojektowane zupełnie jak od linijki, idealnie równe i wiecznie przepełnione ludnością pośpiesznie przemieszczającą się z punktu do punktu. Nie mogłem się doczekać, aż zejdę niżej i zobaczę co jeszcze skrywa przede mną złote El Dorado.







~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka".



Był spokojny, zupełnie nie wyróżniający się niczym wieczór w karczmie, moim stałym miejscu pracy. Przychodziłem tu rano i siedziałem aż do wieczora, serwując różne dania i napitki przybyłym klientom. Monotonia wręcz wbijała swe sztylety w moją klatkę piersiową, a ja marzyłem tylko, aby wydarzyło się coś, przez co poczuję, że nadal żyje. Słowa te miały okazać się prorocze, a ja miałem przeżyć wydarzenia, których nigdy nie zapomnę. Za oknem panował totalny mrok, wręczałem nowej kelnerce dwa duże kufle zalane po brzegi jasnym piwem. Piękne dziewczę, znamy się zaledwie dwa dni, a już nie potrafię oderwać od niej wzroku. Rozmawia nam się równie przyjemnie, zdaje się, że też wpadłem jej w oko. Zawsze jakoś raźniej jest pracować w towarzystwie tak miłej istoty. Kto wie, może zgodzi się na spacer po pracy... 

Udałem się na chwilę do kuchni aby sprawdzić jak idzie przygotowywanie zamówienia. - I jak Ben, za ile będzie ta pieczeń dla dwóch panów? - Już kończę, dosłownie pięć minut i wydaję. "Wspaniale" odpowiedziałem i w tej samej chwili usłyszałem dźwięk przesuwanych mebli, przeraźliwe krzyki ludzi i ryk jakiegoś zwierzęcia dochodzący z sali biesiadnej. Natychmiast pobiegłem do drzwi aby zobaczyć co się dzieje. Zdążyłem na iście piekielne widowisko. Przez chwilę pomyślałem, że ujrzałem samego diabła. To był trzymetrowy włochaty gigant z pyskiem wilka, czerwonymi ślepiami i silnymi łapami z pazurami długości noży. Jednym ruchem kończyn oderwał głowę kelnerki, która właśnie nie świadoma niczego serwowała piwo przy stoliku obok.

- Likantrop! Ratujcie się ludzie! - krzyknął ktoś z sali po czym wyskoczył przez okno tłukąc szybę. Schowałem się za ladą. - Na bogów, była taka młoda... - powiedziałem sam do siebie, a chwilę potem walczyłem z własnym żołądkiem, który nie był w stanie znieść widoku, którego przed chwilą byłem świadkiem. Ponownie podniosłem głowę zza szynkwasu. Podłoga była śliska od krwi, a powietrze przepełnione agonalnymi dźwiękami ludzi. Kilka metrów od lady leżała głową dziewczyny, którą jeszcze kilka chwil temu chciałem zaprosić na spacer. Rozejrzałem się. Bestia jednym susem skoczyła do następnego stolika i uderzyła mężczyznę łapą. Mimo swoich imponujących rozmiarów mężczyzna odleciał niczym wystrzelony z procy i zatrzymał się dopiero na ścianie, upadł, nie dał żadnych oznak życia. Drugi z mężczyzn nie miał więcej szczęścia, potwór przebił jego brzuch swoimi szponami na wylot a następnie cisnął nim w drzwi, które pod wpływem impetu wyleciały razem z nieszczęśnikiem. Następnie wzrok istoty utkwił na mnie, nadszedł mój czas. "To było piękne życie" pomyślałem w duchu. Trzy kroki i mój oprawca był już przy barze, dzielił nas jeden kawałek deski. Nie zdążyłem nawet spróbować się obronić, potwór złapał mnie za szyję i podniósł do góry. Był paskudny, z jego wyszczerzonych kłów kapała krew, a odór z jego pyska zwiastował rychły widok bram piekieł. Spojrzał na mnie i wydał mrożący krew w żyłach ryk. Co było potem? Nie wiem, zemdlałem. 

Obudziłem się ponoć dzień później ze złamaną ręką i dużym ubytkiem krwi. Kobieta, która mnie opatrywała opowiedziała mi co się stało. Zaraz po tym jak zemdlałem do karczmy wpadła straż, rzucili się we czwórkę na stwora, odwrócili jego uwagę. Jeden z wojaków, nazywał się podobno Kurt, wyniósł mnie na zewnątrz. Gdy nikt inny poza nimi i tym czymś nie pozostał w środku postanowili go zamknąć w karczmie. Wszyscy rzucili się do wyjścia, po czym zastawili je drzwiami, jednak jeden z nich nie zdążył. Mówią, że dostał szybką śmierć. Zdecydowali, że puszczą gospodę z dymem, razem ze stworem w środku. Zostałem bez pracy, ale mimo wszystko przeżyłem, tylko czy po tym co widziałem, życie nadal będzie takie samo?
















Część niefabularna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!



***



~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:



- Grochu.6947



~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?



- Doświadczenie z roleplay'em mam niewielkie, ale mimo wszystko jakieś. Znajomość z tym gatunkiem podtrzymuję już od kilku lat, lecz z przerwami. Miałem okazję rozegrać kilka sesji "papierowych" na systemie D&D, ale także online na Fate Core, Call of Cthulu, paru innych systemach, a także czysto storytellingowo.





~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?



- Niedawno odebrałem prezent za rok obecności z tym uniwersum, jednak faktyczna przygoda jest o wiele krótsza. Moją wiedzę o lore określiłbym jako niewielką, jednak mam plany wsiąknąć głębiej, co motywuje mnie do szybciej nauki.





~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?



- Dołączyłem do Viatores na krótki okres, zaraz przed rozpadem.





~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?



- O gildii usłyszałem od moich znajomych, co jest jednym z czynników, dla których chcę dołączyć. Znacznie istotniejszym powodem dołączenia jest chęć poznania tego uniwersum, nowych ludzi i po prostu miłego spędzenia czasu odgrywając różne postacie i przeżywając rozmaite ciekawe przygody.





~ Opisz siebie w kilku zdaniach.



-Uszanowanie, z tej strony Grochu, tak dokładnie taki jak groszek zielony (spożycie niewskazane). Na karku 18 zim, ale o dziwo jeszcze nie gniję. Staram się być spokojny i podchodzić do wszystkiego z otwartym umysłem. Wedle otoczenia jestem kreatywny i zabawny oraz szybko podłapuję ciekawostki, otoczeniu ufam na słowo, nie zamierzam się kłócić. 





~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?



-W tygodniu głównie w godzinach popołudniowych i wieczornych, w dni wolne zaś bez konkretnego szablonu.


Kilka dni temu powiedziałam jednemu Twojemu znajomemu: "Najpierw NASZ topór, potem NASZ dredge". Wygląda na to, że zostałeś skolektywizowany.


Jestem na tak.


Za tebe Grochu, sriblo i zloto! Zarażasz wszystkich propagandą Moletariatu, tak trzymać ;)

A co do podania - naprawdę bardzo mi się podoba. Krótkie, ale porządnie napisane. Bez oklepanego bohaterstwa. Zdolna i pomysłowa z Ciebie bestia.


Co by nie mitrężyć.... TAK!