Sighvart | Rekrutacja.

Zaczęty przez Sighvart, Wrzesień 27, 2015, 19:09:46

Poprzedni wątek - Następny wątek
Wrzesień 27, 2015, 19:09:46 Ostatnia edycja: Wrzesień 27, 2015, 19:10:39 by Sighvart
~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanie: Jak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...
 
 
Moim oczom ukazał się Asgeir, syn Matthiasa. Jedna z najpotężniejszych żyjących dziś istot w całej Tyrii. A przynajmniej zawsze tak o nim myślałam! Żyłam z Nornami wiele, wiele lat po ucieczce z ludzkiej stolicy, lecz on, Asgeir, uderzył mnie swą wyjątkowością. Na Grentha... Wibracyjno-mrowiące ów uderzenie przebiło mi szyję, po czym spłynęło wzdłuż moich piersi, okalając je, skąpawszy brzuch i lądując w mym łonie. Tak... Muszę przyznać, że Mathiasson podziałał na kobiecą część moich zmysłów. Wzrost jego oszałamiający, nawet jak na norskie standardy. Szerokość ramion imponująca. Jego uda? Jedno niczym trzy najdoskonalszego z ludzkich biegaczy. Gdy jednak przestałam wodzić wzrokiem w górę i w dół i spojrzałam mu w ślepia... Lodowa szarość zapłonęła we mnie. Ooo tak! Sam Baltazhar rozpalił me lędźwie, gdy tylko ujrzałam oczy tego Norna! Cała jego twarz, zwieńczona właśnie przez te oczy, zdawała się być idealna. Jakby bogowie wszystkich ras osobiście skonstruowali Asgeira. Jakby sztuka i kultura wszystkich ludów, zewsząd świata, złączyła się w jedno i porodziła właśnie wojownika, który stał przede mną. A gdyby zwierzęcego magnetyzmu było mało, północną agresję i odwagę jego krwi, podkreślała broda. Bardzo dorodna i zadbana, pośrodku spięta jedną, dużą, złotą spiną. Po bokach natomiast dwa mniejsze warkocze, oplecione spinami podobnymi, acz znacznie mniejszymi. Która z kobiet wzgardziłaby kąpielą w tak zadbanych, norskich włosach? Jasność jego oczu i włosów właśnie, w połączeniu z wysportowaną, topioną wielokrotnie we krwi wroga, norską sylwetką, mówiła więcej, niż jakiekolwiek słowa. Zdawałam się nawet słyszeć głos jego piersi, barków, czy dłoni: ,,Ja jestem Asgeir, syn Matthiasa. Jestem wybrańcem dobrych duchów, obrońcą ciemiężonych. Jestem po wsze czasy złączony z Północą. A miast gorącej krwi, płynie we mnie biel śniegu, po którym stąpasz, córo ludzka".

~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższgo czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru...

Wchodząc do tajemniczego portalu, czułam uniesienie pod stopami. Szybko jednak tajemnicza siła, jak mniemam pochodząca właśnie z ustrojstwa, do którego zachciało mi się włazić, cisnęła mnie o ziemię. Ziemię pełną piasku. Uniosłam głowę, tym samym uwalniając swą twarz z okowów duszącego i gorącego pyłu. Nim jednak obejrzałam się wokół siebie, musiałam doprowadzić do porządku swe pełne piasku usta i o zgrozo... Oczy! Z oczami zresztą zawsze był u mnie problem. Najmniejsze źdźbło, najmniejsza rzęska i już kłopot! Po zabawie, po podróży. Musiałam przystawać i tracić ogrom czasu nad szukaniem w oku swoistej igły w stogu siana. Ale do rzeczy... Gdy już wypłakałam litry łez z powodu kłujących ziarenek piasku i odkaszlnęłam nawdychany pył, ujrzałam miejsce bardzo dziwne. Byłam bowiem na terenach pustynnych. Piasek rozlany był po horyzont. Oprócz sępa, znajdującego się kilka metrów ode mnie, kończącego rozszarpywać ostatki padliny... I oprócz oczywiście mnie, na próżno szukać tu można było żywej duszy. Słońce paliło mnie bardzo, nie dając moim wrażliwym oczom wytchnienia, a wysoka temperatura nie miała dla mnie litości. Uwielbiam cyfrę 7. I nawet w sytuacji zagrożenia mego pełnego niegodzistw żywota, przypomniałam sobie o niej. Tak też obróciłam się na pięcie po siedmiokroć i ruszyłam w kierunku, który za siódmym razem był mi naprzeciw.

Szłam przed siebie bardzo długo i niepokoił mnie fakt, że leci nade mną ów sęp, który kończył jeszcze niedawno przy mnie swój obiad. Oho... Chyba czuje, że padnę wkrótce i będzie mógł zwołać swych towarzyszy na kolejną ucztę. Ja jestem jednak uparta i na tyle narcystyczna, by udowodnić, że w innym wymiarze, w zupełnie nieznanym mi świecie, pełnym palącego piasku i niebios katujących mnie temperaturą nie do zniesienia, ja, delikatna nekromantka, pokonam armię sępów!


Gdy zauważyłam w oddali bardzo wysokie mury i wąskie, wznoszące się do nieba baszty ze złotymi kopułami, które oślepiać zdawały się bardziej niż słońce, poczułam ulgę i ostatki nadziei. Owszem. Nie wiedziałam, kogo w tym dziwnym przybytku spotkam. W duchu jednak modliłam się do swych bogów i tłumaczyłam sobie, że tak monumentalnych fortyfikacji nie mogą wznieść ludzie barbarzyńscy, tylko cywilizacja, która jest skłonna do uczuć i empatii. Zbliżałam się do murów coraz bardziej i bardziej. Słoneczny gorąc doskwierał mi jednak mocniej niż wcześniej. Mimo to – szłam. Szłam niewzruszona już nawet paskudą nade mną, chcącą wyrwać mi żołądek, wątrobę i inne, smakowite części ciała. Już przed oczyma malowały mi się bramy tego tajemniczego miasta! Widziałam nawet bardzo niewielki kształt, chyba karawanę, która wjeżdżała do środka! Niestety... Upadłam. Bez sił. Poczułam ogromny ciężar na klatce piersiowej, dusiłam się. Próbowałam złapać oddech, wtem sęp nade mną zmienił swój wygląd, jakoby wyrosły mu rogi, a pióra poczerniały. Obrał na mnie kurs! Leciał wprost na mnie! Byłam pełna paniki, ale bezsilna. Gdy wylądował, począł rozdziobywać mi brzuch. Czułam bóle niewyobrażalne! Widziałam własną krew i nadtrawioną treść pokarmową, którą ta bestia wyrywała ze mnie, wraz z jelitami. Po chwili długiej agonii nadleciały inne potwory. Miały kolory mroczne, acz przeróżne. Od brudnej purpury, po szkarłat. Wszystkie poczęły wyrywać i zjadać mi trzewia, a ja wyłam z katuszy, niczym wilk do księżyca. Obraz przed oczami zaczął mi ciemnieć i... Obudziłam się. Tak. Był to sen. Pewnie wielu z mych wrogów oddałoby po połowie swego majątku dla mojej śmierci... Niestety, to nie był mój czas. I nie był to rzeczywisty świat. Opisałam ten sen jednak, gdyż ze snami robię to bardzo często. Wiele dziwów, które widzę w świecie snów wykorzystuję w swojej książce. Niektóre sny są mi też pomocą w poznaniu samej siebie.

 ~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało kilentów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka".


Praca w ,,Maruśce" była dla młodej szlachcianki bardzo upokarzająca. Ah... Jakże małostkowa byłam w swych nastoletnich czasach. Musiałam uciekać ze stolicy również za młodu, gdy tamtejsza śmietanka towarzyska wydała na mnie wyrok. Wspominam te czasy raczej z niechęcią... Ale tę sytuację muszę opisać. Tak więc jako uciekinierka, byłam bardzo młoda. Miałam może 13 czy 14 wiosen. A może byłam nieco starsza... W każdym razie pod łachmanami karczmarki, skrywałam już kobiecą czaszę pełną wina i piersi, które wkroczyły już dawno w moment dojrzewania. Po prostu można było mnie rozróżnić od 13 letniego chłopca. Oberżystę okłamałam w sprawie swego wieku, nawymyślałam mu różnych szaleństw we wróżbach i przyjął mnie do roboty. Żenujące wynagrodzenie pozwoliło mi żyć. Nie mogłam wybrzydzać.

Pewnego dnia, pełnego pracy, w nocy, odwiedziło nas trzech wojów. Za nic w świecie nie pamiętam ich oporządzenia, toteż trudno mi określić, komu służyli. Byli jednak stąd. Niektórzy ich znali, co wywnioskowałam osłuchując się w różnych rozmowach, podczas przechadzania się po izbie i rozdawaniu zamówionego piwska. O dziwo, tamtej nocy mieliśmy klienteli co niemiara. Wszystko przez wiejski festyn i ofertę ,,Kufel piwa w cenie połowy kufla piwa". Doprawdy... Bardziej idiotycznego hasła promocyjnego wymyślić nie sposób. Przebywałam jednak wśród ludzi mało błyskotliwych. Byłam jedyną wykształconą i wysoko urodzoną osobą, nikt jednak nie mógł się o tym dowiedzieć. Przechodząc jednak do rzeczy... Wojowie ci zachowywali się jako panowie na włościach. Chcieli, by podano im wszystko, czego zapragną. Zapragnęli też mojej przyjaciółki, Dalisanii. Ja odstraszałam chyba swą nienaturalnie bladą cerą i włosami czarnymi tak, jakbym umoczyła je w smole. Oberżysta i nasz szef, skinął na Dalisanię wymownie, nie zwracając uwagi na wyraz twarzy, który przybrała. Zdawała się błagać o ratunek. Niestety wszystkie znaki niebios i ziemi wskazywały na to, że nie nadejdzie on znikąd. Zabrali ją na górę. Poczułam wściekłość. Oberżysta spojrzał na mnie i wzruszył ramionami:


- Z nimi nie wolno zadzierać... Chcą wychędożyć babę, będą chędożyć babę. A Ty lepiej wracaj do pracy!

Wybełkotał swym prostackim językiem.
 
- Sam wracaj do pracy, opasły knurze. [Owszem, zawsze brakowało mi pokory!] To żadna baba, tylko młoda dziewczyna. Dziewica. A Ty najcenniejsze co posiada, sprzedajesz, boś się ze strachu na onuce posrał?!

Rozdrażniona pobiegłam na górę. Mój szef długo tkwił w szoku po wykrzyczanych mu w twarz słowach, dlatego nie biegł za mną. Nie powstrzymał mnie. Korytarz na piętrze mieliśmy długi, obfitujący w pokoje. Łatwo jednak, bo po rozpaczliwych odgłosach, wydedukowałam gdzie jest Dalisania. Stanęłam przed drewnianymi drzwiami i potraktowałam je solidnym kopem, po czym wtargnęłam do pokoju.

Jeden ze strażników już wyjął swą kuśkę, dwóch pozostałych trzymało obdartą z łachmanów Dali. Przeto zbytnio się nie zastanawiając nad planem, lecz działając jak zwykle za młodu, spontanicznie, zza pasa wyjęłam sztylet, którym cisnęłam w jednego z oprawców. Jęknął głośno i osunął się na ziemię. Dostał w twarz. Strzał za 10 punktów, panno Abigail! Ha! Nie był to jednak koniec. Dali widząc, jak wielki gniew mną powoduje, uwierzyła w ewentualne zwycięstwo i... Przysięgam, że zrobiła to, co teraz napiszę... Wykorzystała zdezorientowanie wojownika, który prącie swe obnażył i... Odgryzła mu je. Doprawdy, widząc jak zbliża się do niego ustami pomyślałam, że oszalała i zmieniła zdanie! Że teraz wychędożą nas dwie! Bogowie... Nie mogę poskładać się ze śmiechu na wspomnienie o tym! Ów rycerzyk również padł na ziemię, wijąc się w bolesnych spazmach, tak więc prędko rzuciłam się na ostatniego, jeszcze w pełni sił. Był znacznie mocniejszy. Był rosłym chłopem. Złapał mnie za szyję i przywarł do ściany, wolną dłonią i jednym jej ruchem ze mnie także zerwał szmaty. Żadnego wrażenia nie robiły na nim uderzenia, jakie wymierzała jego plecom Dalisania, chcąc mi pomóc. Nie miałam wyjścia. Musiałam obnażyć prawdę o swojej mrocznej mocy. Białka mych oczu zalały się purpurą, wyszeptałam krótkie słowa zaklęcia i otworzyłam szeroko usta, wysysając energię z człowieka, który jeszcze parę chwil temu, w swym zwierzęcym popędzie, chciał zatłuc nas obie. Po ofierze został jedynie pancerz i wysuszona skóra, wolna od wnętrzności. Dalisania była zszokowana całym zajściem, ja jednak nie mogłam sobie pozwolić na stratę czasu. Z, jak go nazwę, ,,Pana nr II", wyjęłam swój sztylet i właśnie nim dobiłam ,,Pana nr I", czyli tego, który przed poderżnięciem gardła, stracił swoją męskość. Wiecie... Robiłam różne rzeczy za młodu. Od zawsze Grenth był mi bliski. Coś, co obrzydzało innych, dla mnie było rzeczą albo normalną, albo czymś, do czego podchodziłam z chłodem. Dalisania nadal tkwiła w szoku, a ja prędko spakowałam to, co najpotrzebniejsze i wyprowadziłam ją z ,,Maruśki". Ruszyłyśmy prędko, w poszukiwaniu nowego miejsca do życia. Mnie ścigała ludzka arystokracja i na pewno zainteresowałaby się tajemniczą śmiercią trzech rosłych mężczyzn z rąk młodej, czarnowłosej dziewczyny ze wsi, a Dali była sierotą, która odmówiła rozłożenia kolan przed tutejszymi wojami cieszącymi się poważaniem gminu. To chyba jasne, że musiałyśmy uciekać.

Część nieklimatyczna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

 ~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:
 
 - Sighvart.4193
 
 ~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?
 
 - Doświadczenie bardzo duże, wieloletnie. Zarówno z GTA:SAMP, GTA:IVMP, jak i gier typu The Guild 2 czy Faces of War (przez mechanikę dość specyficzne i utrudnione odgrywanie ról, ale jednak! :D). Mam za sobą również wiele papierowych sesji nie tylko RPG, ale i RTS. Mimo wszystko zwieńczeniem mojego doświadczenia jest granie RP w Guild Wars 2, niegdyś w gildii Leth mori Aiwe.
 
 ~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?
 
 - Nie grałem nigdy w Pierwszą część gry. Drugą posiadam od bardzo dawna, miałem jednak za sobą długą przerwę. Moja znajomość LORE jest średnia. Na pewno jest przede mną wiele czytania ;) Postaram się nie mnożyć błędów kardynalnych.
 
 ~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?
 
 - The (coś tam) Crew. Nazwy nie pamiętam, było to bardzo dawno temu. Gildia oparta na PvE/PvP. Byłem także w Leth mori Aiwe, znanej wielu z Was gildii ;) Prowadziłem tam kącik "Gildii Złotych Róż" i mam na swoim koncie parę akcji. Postać, jaką chcę wprowadzić w życie Ligi Sześciu Filarów to Wielka Mistrzyni Złotych Róż, Abigail Merovan.
 
 ~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?
 
 - Dziś odpaliłem Guild Wars 2 po długiej przerwie. Miałem pewne problemy i załatwienia w życiu prywatnym, przez co przerwa była konieczna. Okazało się, że zostałem przez brak aktywności wydalony z Leth mori Aiwe (logiczne :D). Napisałem do Gnomex'a. I dostałem namiar na Ligę Sześciu Filarów.
 
 ~ Opisz siebie w kilku zdaniach.
 
- Należę do dość pewnych siebie osób, ale nie lubię o sobie mówić. Interesuję się Skandynawią, głównie Norwegią i Islandią oraz mitologią nordycką (nie jestem jednak specem w tej materii!). Moją wielką pasją jest również polityka i stosunki międzynarodowe. Lubię dobrą książkę. Interesuję się również religioznawstwem i biblistyką.
 

 ~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?
 
 
- Mam ostatnie dni wakacji, więc rano, popołudniu i wieczorem. Od początku października rozpoczęcie roku akademickiego, więc moja obecność będzie się pewnie ograniczać do wieczornych pór weekendowych (czwartek-piątek-sobota-niedziela).
[align=left][img=0x219]http://i.imgur.com/lQvUH4J.png[/img][/align]

Wrzesień 27, 2015, 20:41:23 #1 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Masz moje TAK.

Wrzesień 27, 2015, 23:30:34 #2 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Postać, jaką chcę wprowadzić w życie Ligi Sześciu Filarów to Wielka Mistrzyni Złotych Róż, Abigail Merovan. <- Nie, chyba że to zmienisz.
Distance doesn't seperate people... 
[align=right]... Silence does.[/align]
[align=right]- Jeff Hood[/align]

Wrzesień 27, 2015, 23:37:49 #3 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Cytat: 'Kanalia' pid='1310' dateline='1443389434'Postać, jaką chcę wprowadzić w życie Ligi Sześciu Filarów to Wielka Mistrzyni Złotych Róż, Abigail Merovan. <- Nie, chyba że to zmienisz.

Miło będzie, jeśli wyjaśnisz, co nie podoba Ci się w Abigail.
[align=left][img=0x219]http://i.imgur.com/lQvUH4J.png[/img][/align]

Wrzesień 28, 2015, 00:09:00 #4 Ostatnia edycja: Wrzesień 28, 2015, 00:09:23 by Kari Arrariane
Jeśli koncept postaci zostanie dostosowany do logiki Lore to tak, jeśli natomiast ma postać wyglądać jak wcześniej - Stanowcze NIE.

Wrzesień 28, 2015, 00:44:46 #5 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Ludzie, na litość xD Wyjaśnicie o co chodzi? O Złote Róże? Złote Róże nie będą reaktywowane. Na pewno w biografii Abigail będzie o nich wzmianka, gdyż były bardzo ważne. Ale nie pojawią się znowu, a nawet jeśli, to jako grupa wzajemnej adoracji, która nie będzie miała żadnego znaczenia, ani wpływu na otoczenie. Charakter Abigail też uległ zmianie. Od ostatnich wydarzeń minęła kupa czasu.
[align=left][img=0x219]http://i.imgur.com/lQvUH4J.png[/img][/align]

Wrzesień 28, 2015, 01:01:51 #6 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Cóż, podanie jest obszerne, wyczerpuje temat pytań i konkretne. Stąd bez dwóch zdań jestem na tak.

Co do reaktywacji postaci: bez wątpienia dobrze jest grać tym czym się lubi. Nie mniej jednak, wspomnienia osób za czasów LmA mówią wprost że Abigail oraz jej organizacja była sporym naciągnięciem na lore. Ale podanie na tym etapie nie wymaga jeszcze przedstawienia postaci. Mało tego, nawet po zakończeniu rekrutacji zostanie Ci przydzielony patron na początek. 
Do czego dążę? Do faktu że naszym założeniem jest pomoc w kształtowaniu postaci tak by była pasującą częścią lorowej układanki. Stąd myślę że tak czy owak, wszelkie nagięcia które miały miejsce wcześniej wcale nie muszą pojawić się teraz. Każdy stara się balansować swoją postać, gdyż RP nie jest wyścigiem postaci o to która jest lepsza a raczej harmonicznym współgraniem wszystkich zebranych podczas danego eventu. Trochę jak gra zespołowa, jeden nie odwali całej roboty za wszystkich. Oczywiście to też zależy od eventów ale mówimy tutaj ogólnie.

Więc w tym wypadku powtórzę się. Jestem za przyjęciem, gdyż w trakcie i jak i po zakończeniu rekrutacji mają miejsca konsultacje z rekrutem odnośnie jego postaci i wszystkie sprzeczności lorowe są rozstrzygane na poziomie radny-rekrut. Mamy iść sobie na ugodę i współpracować niż z góry położyć czerwoną krechę na postaci i zarządzić retcon.

Wrzesień 28, 2015, 02:11:02 #7 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Hasztag yolo.

+

Wrzesień 28, 2015, 09:24:28 #8 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Jestem na Tak.

Wrzesień 28, 2015, 10:05:01 #9 Ostatnia edycja: Wrzesień 28, 2015, 10:05:30 by Ataeya
Ja po tym, jak wczoraj widziałam Ciebie w akcji, również jestem na tak i tutaj z pełną świadomością poprę Falka, nie mając już nic więcej do dodania.

Wrzesień 28, 2015, 10:47:30 #10 Ostatnia edycja: Wrzesień 28, 2015, 10:49:08 by Nisheera
Cytat: 'Falkner' pid='1316' dateline='1443394911'...wszelkie nagięcia które miały miejsce wcześniej wcale nie muszą pojawić się teraz. Każdy stara się balansować swoją postać, gdyż RP nie jest wyścigiem postaci o to która jest lepsza a raczej harmonicznym współgraniem wszystkich zebranych podczas danego eventu. Trochę jak gra zespołowa, jeden nie odwali całej roboty za wszystkich. [...] gdyż w trakcie i jak i po zakończeniu rekrutacji mają miejsca konsultacje z rekrutem odnośnie jego postaci i wszystkie sprzeczności lorowe są rozstrzygane na poziomie radny-rekrut. Mamy iść sobie na ugodę i współpracować niż z góry położyć czerwoną krechę na postaci i zarządzić retcon.


Podkradł mi wszystkie kwestie jakie chciałam poruszyć i na jakie chciałam zwrócić uwagę, wielkie umysły myślą podobnie itd itp. W każdym bądź razie obiło mi się o uszy, że Abigail miała szacunek u większości kapłanów ludzkich i u szamanów nornów, a nawet uprawnienia do udzielania ślubów. Skoryguj mnie, jeżeli coś źle usłyszałam, ale jeżeli pogłoski były prawdziwe dobrze by było, abyś skonsultowała pomysł na postać z Radnymi bezpośrednio, albo z rozsądnym patronem, którego Ci przydzielą OOC. A co najważniejsze - jak Twój pomysł zostanie zaakceptowany, dobrze by pojawiło się coś na ten temat w karcie postaci wraz z dłuższym bądź krótszym uzasadnieniem czemu, jak, za co, po co.

Oceniając podanie jako całość, ze względu na ciekawy styl pisania i wyczerpujące odpowiedzi jestem za przyjęciem Cię w nasze szeregi. A to co później się wydarzy, to już zależy od Ciebie (:

Wrzesień 28, 2015, 12:09:35 #11 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
@Nisheera
CytatW każdym bądź razie obiło mi się o uszy, że Abigail miała szacunek u większości kapłanów ludzkich i u szamanów nornów, a nawet uprawnienia do udzielania ślubów. Skoryguj mnie, jeżeli coś źle usłyszałam.

Nie no, litości ;) Pogłoski nie są prawdziwe. Abigail była przede wszystkim mistrzynią Złotych Róż i chyba ta organizacja wydawała się niektórym too much OverPowered. Na ten moment Abigail każe nazywać się "Śniącą" i nie zdradza swojej tożsamości. Przez bieg czasu może być nawet niełatwo rozpoznawalna, ale członkom LmA w szeregach L6F na pewno wyda się znajoma. Śniąca znajomości nadal ma, niektóre straciła, wielu się od niej odwróciło - dlatego nie ma mowy o powrocie do bycia szlachecką matroną. Anyway... Jestem w trakcie prac nad biografią Abigail od samego początku, przez członkostwo w LmA, po obecne czasy. Myślę, że to rozwieje wątpliwości niektórych ;)
[align=left][img=0x219]http://i.imgur.com/lQvUH4J.png[/img][/align]

Wrzesień 29, 2015, 20:46:17 #12 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
[align=center][/align]

Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.