cuddlycompanioncube.6304

Zaczęty przez Kostka, Grudzień 21, 2015, 03:14:32

Poprzedni wątek - Następny wątek
Grudzień 21, 2015, 03:14:32 Ostatnia edycja: Grudzień 21, 2015, 03:17:24 by Kostka
~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanie: Jak wygląda ten bohater? 

Minuty dłużyły się a powietrze wydawało się ciężkie. Ekscytacja powoli uchodziła miejsca nerwom, kiedy postać wojowniczki przybliżała się z każdym krokiem. Coraz wyraźniej widziałem jej sylwetkę, spowitą śnieżną mgłą jak tajemnicą. Oczy świeciły dumą, nie były rozbiegane, lecz biły pewnością siebie tak jak i rytm jej ruchu – niosła się z gracją i klasą króla. Ciężka, pięknie zdobiona zbroja płytowa wcale nie ukrywała kobiecości jej kształtu tak jak i gracji tancerki.  Przy bokach huśtały się dwa topory – ich wyszlifowany metal odbijał światło poranka, rażąc mnie po oczach od czasu do czasu.
,,Pani!" Schyliłem głowę, gdy wojowniczka znalazła się w zasięgu słów. Słyszałem, jak zbliża się w milczeniu, zbyt nieśmiały by unieść oczy aż poczułem lekką dłoń na ramieniu.
,,Prawdziwy bohater nie schyla głowy przed nikim, chłopcze" - w jej głosie było jednak coś wesołego, jakby moje zachowanie ją rozbawiło.
,,P-przepraszam" Oczy, jak oczy spłoszonej sarny w końcu zbadały jej twarz z bliska. Poprzecinana wieloma bliznami, jednak uśmiechnięta i ciepła. Ściągnęła dłoń z ramienia by podnieść palcem podbródek. Przyjrzała się mojemu obliczu.
,,Nosisz w sobie krew bohatera. O nic się nie bój, już zwyciężyłeś jeden z największych strachów w twoim krótkim życiu, chłopcze. Podziwiam to."
Rysy jej ciemnej twarzy rozmazały się na chwile, kiedy pokręciłem głową, zdziwiony, niechętny przyjąć tego zaszczytnego komplementu.
,,J-ja?" Moje usta wyszeptały zdziwione, ,,ale kiedy?"
Kobieta zaśmiała się szczerze i tak głęboko, że świst wiatru nawet nie zdołał rozproszyć mocy jej głosu.
,,Pamiętaj, każda wielka przygoda zaczyna się od jednej decyzji – by coś zmienić, by pójść w nieznane, by zaufać legendzie naszych bohaterów." Poklepała mnie delikatnie zmarzniętymi palcami po poliku ,,Podoiłeś dobrą decyzję, chłopcze."
Byłem tylko w stanie skinąć głową, gdyż jej słowa wciąż rozbrzmiewały echem, niszcząc każdą inna myśl w mojej głowie. Czułem, jak palce zaciskają się na rogatym hełmie, rodzinnym dziedzictwie, który dumnie trzymałem przy piersi.
,,A teraz chodź" zachęciła mnie ruchem dłoni, jednak nie czekała aż poprawie swój płaszcz na ramionach. Ruszyła w stronę karczmy. ,,Lekcja pierwsza – nasyć serce radością, kiedy możesz. Stwórz życie dla siebie, o które warto walczyć" odwróciła się by wyczytać coś z moich oczu. Jej spokój i ciepły uśmiech budziły poczucie zaufania. ,,A czeka nas wiele przygód. Niektóre wręcz wołać będą o twoją dusze. Zapuść mocne korzenie, to nie będzie ci spieszno by odpowiedzieć na to wezwanie."

***
~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie wi-działeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? 


Słupy światła. Nieskończone, pulsujące, ciepłe. 
Nagły strach, napływających z poczucia bezradności, gdy szukam w umyśle obrazu, który pasowa-łoby do tego, co widzę. Cokolwiek, co pozwoliłoby mi postanowić gdzie jestem. Czy coś mi zagraża? Czy stać, czy uciekać? Ile mam czasu? 
Przetarłam oczy, które zbyt wolno adaptowały się do nowości tego świata. Kontrast czerni i złota - wyciągnęłam dłoń ku światłu powabnie tańczącemu, długiemu jak wysoka tancerka. Głuchy Huk, stuknięcie dłoni o coś twardego. Moje palce zdrewniały od uderzenia a zaraz potem poczuły zimno przestrzeni, gdy przesuwałam je jakby po niewidocznej, doskonale gładkiej granicy ruchu.
Chwila.
Przecież znam ten widok. To nie światło istniejące na płótnie czerni, lecz światło odbite. Światło odbite w metalu jak w lustrze - rozciągnięte. Przesuwam płace ponownie, powoli i nagle rozu-miem. Stoję na przeciw ściany, ulanej z czystego złota. 
Krok w tył i moje podejrzenia okazują się prawdziwe. Piaszczysta podłoga tłumi zgrzyt trampek, gdy oczy każą mi się odsuwać i nabrać perspektywy. Przez oczy - rozumiem. 
Nabieram ten nowy obraz, analizując. Stoję przed nie ścianą a ogromnym posągiem, przypomina-jącym drzewo dębowe kształtem - drzewo całkowicie pokryte złotem. Złotem wyglądającym jak wylane z ogromnego gara, powoli zastygłym - miejscami nieregularnie, przypominającym bardziej zatrzymany w czasie płyn niż solidny obiekt.
Stojąc tak, w podziwie, z lekko przechyloną głową pochłaniam obraz... Aż nagle coś żywego zakrada się w moje pole widzenia. Ciepło, oblało mój policzek zanim zwróciłam wzrok.
Płomień ognia. Mały, dryfujący w nicości jak złota rybka w akwarium; Ciekawsko, dymiąc lekko. 
"Odbicia w złocie" nagle słyszę swój własny szept i odwracam się od drzewa by sprawdzić moje po-dejrzenie - tak, setki, jak nie więcej, lekko falujących języków ognia dryfuje wokół drzewa-posągu jak wirujące gwiazdy. To ich światło nasyca złoto posągu.
Wyciągam dłoń, bez pośpiechu, do płomienia pulsującego obok mojej twarzy. Ucieka on, odpycha-ny jak magnes tej samej polaryzacji, jakby w zabawie z goniącą go ręką. Przyspieszam kroku, jakby złapanie płomienia było kwestia ego i wtedy zauważam coś nowego - piasek, nie, nie piasek a dro-binki złota, zastygłe krople, pokrywające cała podłogę jak wybrzeże kamienistej rzeki niedaleko domu - unoszą się ku górze za każdym razem, gdy mój trampek przeszkodzi im w niezruszonym śnie.
Pył złota unosi się tam, gdzie ja stawiałam kroki, zawisając w przestrzeni jakby ziemia nie wolała do niego by wrócił z powrotem. Przyglądam się okruchom, myśląc, czy może to znaczy, że i ja...?
Nagle, drobinki złota zapalają się jak zapałki, jeden za drugim w reakcji łańcuchowej, rozbłyskując jak fajerwerki na kilka sekund. "Piękne" - myślę.
Zainspirowana, postanawiam coś sprawdzić i odbijam się w górę, próbując skoczyć wyżej niż kiedy-kolwiek i faktycznie, unoszę się i unoszę czekając na ten moment, gdy grawitacja ściągnie mnie za nogi ku dołowi - ale to nie następuje. 
Śmiech, jak dryfuję w górę, zwalniając tylko troszeczkę. Łapię pierwsza gałąź drzewa, która zdaje się istnieć właśnie po to by odbić się od niej i nabrać prędkości. Lecę wyżej, szybciej. Trampki z pi-skiem ich gumy odpychają mnie od kolejnych gałęzi. Dobrze mi idzie, wiec zaczynam się odkręcać, wygłupiać, czerpać z tej okazji na doświadczenie nieważności i to właśnie wtedy moje oczy napoty-kają coś nowego - okna. Każda z gałęzi prowadzi gdzieś, jak droga, jak rzeka złota - do okrągłego domu zawisłego jak owoc. Domu o okrągłych oknach. Mijamy ich kilka, gdy ciekawość bierze górę nad rozsądkiem. Odbijam się od kolejnej gałęzi tak, by podryfować bliżej.
Dziecko, ciekawski bobas wylatuje z okna mi na spotkanie z wyciągniętymi raczkami i rozbawionym uśmiechem. Małe nóżki starają się pedałować w powietrzu jakby chciało podpłynąć bliżej. Odpo-wiadam uśmiechem i wtedy właśnie troskliwe dłonie - pewnie matki - pochwytują dziecko i wcią-gają je bez oporu z powrotem.
Zaledwie dwa mrugnięcia okiem później, rozległ się odgłos podpalanych ogni. Patrząc w dół ujrza-łem zbliżającą się lawinę płomieni. Iskry potęgowały intensywność wirujących ogników, unosząc się w górę z mocą jakby ziejącego ogniem smoka.  

***

~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło?

"Miranda!?"
Kobieta wystrzeliła wzrokiem w kierunku drzwi. Brzdękanie jej strojonego instrumentu nagle uci-chło. Mężczyzna w kapeluszu, który mówił więcej o jego charakterze niż zakręcone, długie wąsy wyszczerzał do niej zęby, ale tylko na moment. Jakby czytając z jej oczu, uśmiech mu zbladł, zastą-piony zaś został przez strach. Przełknął głośno.
"Miranda ja..."
Nie dokończył zdania, lecz skurczył się nagle jak wystraszony kot, próbując uniknąć noża wycelowa-nego prosto w jego głowę. Dźwięk metalu uderzającego o kamienna podłogę wypełnił pustą ulice. Mężczyzna odwrócił się zwinnie i dał susa przez otwarte drzwi karczmy.
"Ja mu dam -Miranda-!"
Kobieta zrzuciła dulcimer z kolan, chwyciła nóż do krojenia sera, który położyłam obok jej wieczor-nego posiłku i pobiegła do wyjścia.
"Ania!" Krzyknęła, za nią "daj spokój, nie warto!" Ale kobieta była już daleko poza zasięgiem moje-go głosu.
"Miranda to jej siostra..." Otyły kucharz oparł spocony łokieć na barze, patrząc razem zemną w kierunku drzwi. Czekamy, ze zdumieniem i nawilżająca usta intrygą w myślach.
"Ta, co z brzuchem chodziła ostatnio."
"Słyszałam" mówię, nie odgrywając wzroku od drzwi, czekając w napięciu na cześć dalszą wyda-rzeń. "O tyle zabawniej, ze jej maź na wojnie od roku."
"Mmmh, kolejny bękarty Salazara." Burknął kucharz i z westchnieniem odetchnął się od baru.
"Kogo?" Odwróciła, się na pięcie, oczekując wyjaśnień.
"No, co ty, maleńka, nigdy nie słyszałaś o kapitanie Antonim, Gerardzie Salazarze?" Kucharz uniósł brew wysoko na zmarszczone czoło. 
Przecząco pokiwałam głową.
"Mówią, ze ocalił flotę króla, bo negocjował z przeklętym statkiem nieumarłych. Mówią, ze ugryzł wampira, który był ich kapitanem a ten, zamienił się spowrotem w człowieka..."
W tej chwili, z kuchni wyszedł barman, balansując tacę po brzegi wypełnioną mokrymi szklankami.
"Ah, S-s-salazar!" Wyjąkał, stawiając tace na blacie z uśmiechem, jaki nosi porecytowane dziecko. "R-raz sły-słyyyszałem, że S-sala-a-zar zginął w bitwie o cz-czarną g-gwia-gwiazdę oceanu, ale śśśmierć boi się po-po-po niego przysjść!"
"Ten koleś, co tu był walczył o czarną gwiazdę? Mityczny statek, który pływa nie tylko po wodzie, ale i lądzie?" Zapytałam sceptycznie.
"Nie tylko walczył o tą piękność, ale i wygrał ją. Sam w niej teraz podróżuje..."
"T-taak! A wiesz żżże Salazar za-za-zaliczyłłł magiczną dzie-e-ewiątkę?"
"Że co?" Zapytałam
"No-no wiesz! P-przespał się z z z kobietami wszy-yskich, dz-dziewięęęciu r-ras!"
Obaj, kucharz i kelner zamyslili się na chwile jakby rozpatrując coś bardzo ważnego.
"Jak niby ten Salazar miałby zrobić to z..."
Drzwi otwierają się z hukiem. Do karczmy, spokojnym krokiem, lecz o szybkim, zmęczonym odde-chu wkracza Salazar, unosząc wdzięcznie kapelusz, jednocześnie mrugając do mnie okiem.
"Ah, tu się mówi o mnie!" Pokiwał głową "odrazu bardziej podoba mi się to miejsce, o, a nawet jeszcze bardziej jak panna tu się tak gładko uśmiecha. Kapitan Antoni, Gerard Salazar."
"Mam nadzieje, że wyjasniliscie sobie sprawy z -Anną-?" Zapytałam lekko uszczypliwie.
"Z kim?"
"Anną, no wiesz, kapitanie Salazar, siostrą Mirandy." Nie mogłam powstrzymać pół uśmiechu.
"Ah!" Salazar postukał się kilka razy po nosie. "No to by wyjaśniało, czemu... Tak, tak teraz ma to sens, ah! Dziękuje wdzięczna pani za pomoc w ..."
"Wcale nie miałam zamiaru pomagać. No a teraz, co podać?" Odparłam opryskliwie.
"Ah." Salazar zgubił pewny siebie uśmiech. Po głębszym oddechu, usiadł na stołku ze zmartwioną miną. Spojrzał mi w oczy i ujrzałam w jego pewnego rodzaju zmęczenie. Trzymał tak mój wzrok przez chwile dłuższa niż jakikolwiek mężczyzna się wcześniej odważył.
"Pani, co ja bym dał żeby w końcu poznać ta jedyną, która mnie zmieni i dostrzeże moje wady. Tą na tyle odważną by pracować nade mną i moja chłopięcą natura - pomóc mi dojrzeć, może i da mi córę jak księżniczkę, żebym ja rozpieszczał tak jak i jej matkę? Czy wiesz, pani, jak to ciężko, gdy serce chce kochać, lecz kobiety odwracają cię, gdy tylko wspomnisz o zaręczynach lub kupnie do-mu nad jeziorem by wychować rodzinę... Pani, żebym ja tylko taką poznał, co by mnie zmieniła. Udomowiła..." Pokiwał głowa i westchnął "wszystko bym jej oddał! A nawet i mój statek... Nawet i statek..."

Dwie butelki miodu pitnego i całą noc później obudziłam się, ponaglana przez kota, miałczącego mi do ucha ze głodny. Otworzyłam oczy, kot zaczął mruczeć i udeptywać puszysta kołdrę na moich plecach. Ból głowy sprawił, że ważyła ona tonę. Usiadłam na krawędzi łóżka, masując skronie.
"No już już, mama da rybki..."
Nagle szelest pościeli i chrapnięcie. Wspomnienia napłynęły do umysłu jakby wylane na mnie ze szklanki lodowato-zimniej wody. Uniosłam lekko kołdrę. Salazar.

***

~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2:

- cuddlycompanioncube.6304

~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgryw-ki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

- Moje doświadczenie jest rozległe. Mój styl wynika z tego ze uwielbiam pisać i praktycznie ciągle w mojej wyobraźni toczą się historie przeróżnych postaci. Także RP zaczęłam od pisania opowia-dań i rysowania komiksów. Jeśli chodzi o gry, to Star Wars było moja arena do popisu, zarówno mmo jak i papierowe rozgrywki głownie przez Skype. 
- Aktywnie gram Dungeons and Dragons zarówno, jako gracz jak i DM z lokalnym, oficjalnym klu-bem D&D w moim mieście, jak i bardziej kameralne z przyjaciółmi. 
- Długo też robiłam RP w GW2, w rożnych gildiach jak i niezależnie. 
- Obecnie nie należę do żadnej gildii gdyż życie pozostawia mi niewiele czasu (i prywatności) by w pełni oddać się codziennej rozgrywce jak to kiedyś robiłam.

~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak ocenił-byś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

-w GW1 nigdy nie grałam, choć mam znajomość wydarzeń. W Gw2 gram od dwóch lat i uwielbiam ta grę. Lore znam dobrze (tak mi się przynajmniej wydaje!) Choć moja wiedza skupia się głownie na takim lore, które interesuje mnie. Wiem na przykład prawie wszystko o kulturze Nornów i Sylva-ri (po przestudiowaniu wielu interview z twórcami jak i wiki oraz fan fiction), a za to bardzo mało o Popielcach! 
Napewno wiem tyle, żeby wiedzieć jak lore nie łamać! :)

~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2? 
Dround Priory, Wes, academy of metamagical sciences, Sylvan hearts, Leth Mori Awe przez kròtka chwilę, oraz mojej własnej gildii Nornyckiej - Gulbrand Clan.

~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

O waszej gildii dowiedziałam się będąc w LMA - dołączyłam zaraz przed rozpadem. Chce dołączyć, bo wiem, na co was stać i jaki talent u siebie macie. 

~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

- Moje zainteresowania leżą głownie w dziedzinie psychologii. Jestem osoba kreatywna i to po-chłania większość mojego wolnego czasu - jednocześnie zaznaczam ze mam dyslexie (co bezpo-średnio łączy się z kreatywnością) wiec moja pisownia może pozostawiać wiele do życzenia! Żeby pogorszyć sytuacje to od nastolatka mieszkam w Anglii wiec jak to bywa, mowię po angielsku-polsku i zdarza mi się mieszać słowa czy używać angielskiej gramatyki sporadycznie. Za co z góry przepraszam!:)

~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

Wieczorami, lub w nocy głownie, choć pracując w szkole mam dużo wolnego i często spędza, czas na grze wtedy. 
Niestety moje lata i zobowiązania, jak i życie poza domem i pracą sprawiają ze nie mam aż tyle czasu ile bym chciała na RP i czasem może się tak zdążyć, że nie będzie mnie przez kilka tygodni wiec na pewno nie będę najbardziej aktywnym członkiem gildii. Mogę się za to postarać by ilość nadrobić jakością ^,^

Grudzień 21, 2015, 09:03:46 #1 Ostatnia edycja: Grudzień 21, 2015, 09:05:02 by Evilberus
Nemezis Filaru Przecinka jest na TAK


Miałem przyjemność nieco z Tobą pograć jeszcze za czasów LmA i naprawdę miło to wspominam. Wiekiem sie tyak nie przejmuj. Mamy tyle lat na ile sie czujemy i na ile chce nam pozwolic wyobraźnia.

Grudzień 21, 2015, 09:20:13 #2 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Jestem na tak, choć szkoda, że podanie składasz dopiero teraz ;)

Grudzień 21, 2015, 10:02:01 #3 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Jestem na TAK.

Grudzień 21, 2015, 10:21:24 #4 Ostatnia edycja: Grudzień 21, 2015, 10:22:45 by Oenn
Wiedziałam,  że skądś kojarzę nazwę użytkownika :D

Również jestem za Twoim dołączeniem do nas.

Grudzień 21, 2015, 11:02:08 #5 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Nowe cyc... znaczy się na TAK :)
Distance doesn't seperate people... 
[align=right]... Silence does.[/align]
[align=right]- Jeff Hood[/align]

Grudzień 21, 2015, 12:00:17 #6 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Jestem na TAK

Grudzień 21, 2015, 19:12:13 #7 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Jestem na Taaaaaaaaaaaaaaaak

Grudzień 22, 2015, 12:58:11 #8 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
jestem na tak

Grudzień 23, 2015, 14:26:44 #9 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
[align=center]

Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.

[/align]