TPGummyH.3178

Zaczęty przez TPGummyH, Styczeń 24, 2016, 18:26:13

Poprzedni wątek - Następny wątek
Styczeń 24, 2016, 18:26:13 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
[align=center][/align]



[align=center]CZĘŚĆ KLIMATYCZNA[/align]
[align=center](W prywatnej wiadomości zapytałem Gnomexa czy forma jednego, ściśle związanego z lorem postaci, opowiadania zostałaby przyjęta w ramach testu sprawności językowej - nie wyraził sprzeciwu, stąd taka forma)[/align]






[align=center]PROLOGOS[/align]


Ciężkie, szare chmury wisiały nad miastem od rana. Klucz osobliwych ptaków raz po raz przecinał niebo latając bardzo nisko, niemalże zahaczając skrzydłami o co wyższe budynki. Każdy, kto spędził chociaż tydzień poza murami bogato zdobionych pałaców doskonale wiedział, że to niewątpliwa zapowiedź nadchodzącego deszczu. Przekupki i gospodynie Dystryktu Salmy trafnie przeczuły ulewę, pośpiesznie rozciągając płachty materiału nad kramikami albo zbierając rozwieszone pranie. Mimo wieczornej pory i niesprzyjającej pogody, na rynku przed tawerną kręciło się całkiem sporo osób, od poobdzieranych chłopów do dystyngowanie przechadzających się szlachciców. Jedynym co łączyło ich tego dnia było to, że mało który zauważał stojącego przy straganie z owocami sylvari w długim płaszczu.
Ten, udając, że nie może zdecydować się między jabłkiem a bananem, uważnie obserwował wyjście z karczmy. Cenił sobie swobodę rozglądania się bez zwracania na siebie uwagi jaką zapewniał mu kaptur. Zdążył już otaksować wzrokiem każdą osobę na placu minimum dwa razy, więc teraz pozostało mu jedynie oczekiwanie. Zmęczona niezdecydowaniem klienta przekupka wdała się z nim w krótką pogawędkę o swoich produktach, jednak widząc, że nieznajomy przewyższa ją swoją wiedzą o roślinach i nie da rady wcisnąć mu trefnych owoców, straciła chęć na rozmowę.
Tymczasem, drzwi oberży otworzyły się szeroko, wypuszczając z wnętrza podmuch ciepłego powietrza przesiąkniętego alkoholem i dymem. Na zewnątrz wytoczyła się grupa lekko zataczających się gości, którzy głośnymi okrzykami i objęciami dawali sobie znać, że liczą na powtórną zabawę w bliskiej przyszłości. Wśród mężczyzn sylvari wypatrzył barczystego starca w pięknie zdobionym, choć wyraźnie jedynie ceremonialnym, pancerzu. Nie poczuł stresu ani napięcia. Nigdy nie czuł. Nie postrzegał siebie jako więcej, aniżeli przedłużenie miecza swojego pracodawcy.
Odłożył jabłko na miejsce i powoli oddalił się od kramu, wtapiając się w gawiedź. W przerwach między ludźmi widział jak postać kieruje się w dół ulicy. Wolał trzymać dystans tak długo, aż nie upewni się że mężczyzna idzie w kierunku domu, dlatego z placu przeszedł na mały mostek koło sierocińca. Oparłszy się o murowaną barierkę, poprawił pas i sprawdził kieszenie, jednak wszystko było na miejscu. Ze swojego punktu widokowego zauważył, jak po dotarciu do zakrętu starzec skręca w lewo. Na to czekał. Położył na barierce drugą rękę, po czym wprawnym ruchem przerzucił pod nimi nogi i zeskoczył na ulicę poniżej. Szybkim truchtem dobiegł do łuku na którym przed chwilą stał mężczyzna, w tym momencie kierujący się w lewo, w kierunku wąskiej uliczki. Starzec sam nie wiedział dlaczego zdecydował się użyć tego brudnego zaułka, jednak pewnie składały się na to chęć jak najszybszego dotarcia do domu i alkohol tętniący w jego organizmie.
 
 To, czy starzec wybierze główną aleję czy ten ciasny skrót nie miało już tak naprawdę znaczenia. Właściwie, nie miała znaczenia żadna jego decyzja od momentu, kiedy w innym zaułku Divinity's Reach sakwa złotych monet trafiła pod poły płaszcza sylvari.

Osobnik w płaszczu odczekał chwilę, po czym również zanurzył się między odrapane ściany budynków. Idąc za mężczyzną starał się oczyścić umysł ze wszystkich myśli. Z zaskoczeniem odkrył, że gdzieś głęboko pojawiła się refleksja, której nigdy nie doświadczył. Nie mógłby się nawet o nią podejrzewać. Teraz wątpliwości nie miały już jednak znaczenia.
Tak jak się spodziewał, ostrze nie napotkało większego oporu. Mimo że zamach nie był wykonany z duża siłą, dzięki starannemu skrętowi nadgarstka odszukał lukę w płytach zdobionego, ceremonialnego pancerza i znalazł swój koniec w lewym boku barczystego mężczyzny. Wiedział, że ofiara najprawdopodobniej nie zorientowała się jeszcze co się stało - sztylet zatopiony w ciele był równie lodowaty co strugi deszczu, które towarzyszyły jej przez całą drogę do domu. Nie miało to jednak większego znaczenia - starannie warzona, znieczulająca trucizna w kilka chwil rozeszła się po organizmie, paraliżując nerwy i niosąc ze sobą błogie ciepło.
 
 Wiosna. Zapach bzu. Garstka dzieci biega dookoła pniaka radośnie dokazując. Niski chłopiec z roztrzepaną czupryną odłącza się od reszty. Biegnie w stronę barczystego mężczyzny. Ten wstaje i wyciąga ręce do dziecka. Podnosi je nad głowę. Ostre ukłucie. Lewy bok. Mężczyzna ciężko stęka i stawia dziecko na ziemię. Gładzi jego czuprynę. Każe mu na siebie uważać. Dziecko potakuje i odbiega. Mąż z trudem opada na fotel. Gdzie jest jego maść? Rozgląda się. Nie wie. Czuje silny zapach bzu.

Morderca otrząsnął się, odrzucając znajome, lepkie uczucie. Wyjątkowa empatia wśród sylvari była zjawiskiem powszechnym, lecz z reguły ukierunkowanym jedynie na swoich współbratymców. W jego umyśle odegrała się jednak żywa, szczegółowa projekcja obrazów jakie zobaczył mężczyzna, poczuł ciepło słońca, zapach kwiatów i teksturę włosów chłopca. Te wizje towarzyszyły mu od zawsze. Gdyby wychowywał się w Gaju, zapewne uznano by to za dar – niejeden uzdrowiciel chciałby znaleźć się w korze leczonego aby zapewnić mu odpowiednią opiekę mentalną – w jego pracy było to jednak przekleństwo, zmuszające go do nieustannego przeżywania ostatnich chwil życia osób, które zabijał.
Pewnym ruchem złapał przechylające się ciało, po czym delikatnie ułożył je na przemokniętym bruku. Rozbiegane oczy postawnego starca szukały odpowiedzi, desperacko próbując nawiązać kontakt wzrokowy z postacią w kapturze. Liczył, że zobaczy twarz przegniłą wyrazem nienawiści lub chciwości, twarz bezwzględnego bandyty, który zaraz położy łapska na wyjątkowo opasłej sakiewce, gdy jednak jego oczy spotkały spojrzenie zabójcy, stracił dotychczasową chęć wgapienia się w nią pogardliwie. Oblicze klęczącego nad nim sylvari przesycone było niepojętym smutkiem i melancholią. Myśl, że to samo spojrzenie widział u swojego konającego syna była ostatnią rzeczą jaka przemknęła przez jego umysł, zanim utonął we wszechogarniającym cieple i delikatnym zapachu bzu.
Zabójca powolnym ruchem przyłożył dłoń do szyi starca. Zaczekał chwilę aby mieć pewność, po czym zamknął oczy, wydając z siebie ciężkie westchnienie. Pragnął pozostać w tej pozycji jak najdłużej, jakby ciemność przed jego oczami miała odciąć go od trzymanego w ramionach ciała. Po chwili jednak podniósł powieki, a jego twarzy ponownie zagościł wyraz apatii. Wyciągnął lewą rękę spod zwłok, pozwalając wypłynąć kilku cienkim strumykom krwi, które po chwili zmieszały się z ulewnym deszczem. Bardzo powoli, niemal z nabożeństwem, położył prawą dłoń na czole ofiary, zaś drugą ręką ujął lewicę starca i przyłożył ją do swojej klatki piersiowej. W tym momencie przymknął oczy, a z jego ust popłynęła spokojna, pełna melancholii modlitwa.
Gdyby ktoś z zewnątrz mógłby teraz zobaczyć ten obraz, prawdopodobnie wyobraził by sobie, że zakapturzona postać opłakuje stratę bliskiego przyjaciela. Zabójca w końcu oddalił umięśnioną rękę starca i położył ją na jego sercu. Powoli podniósł się znad truchła i po raz ostatni spojrzał na twarz ofiary. Powoli odwrócił najpierw wzrok, a zaraz potem resztę ciała. Chwilę później delikatne języki cienia zatańczyły pod jego nogami i jego obraz rozmył się. Jedynie najbardziej wprawne oko potrafiło by dostrzec małe kręgi powstające w miejscach, gdzie stopy Thane'a natrafiały na kałuże brudnej, deszczowej wody. 




[align=center]EPEISODIA[/align]


Sezon później


Plusk wody i dźwięk ciężkich butów ocierających się o ściółkę, wyrwały go z głębokiej medytacji. Delikatnie rozchylił powieki, tak, aby nadchodzący nie wiedział, że został dostrzeżony. Była to jedna ze sztuczek, których nauczył się podglądając agentów Zakonu Szeptów przy pracy. Nieczęsto bywali tu goście, a jeszcze rzadziej uzbrojeni popielcy. Mimowolnie zerknął najpierw na bok, gdzie leżały jego ubrania, a potem na pas, gdzie znajdował się znajomy sztylet. 
Tymczasem Charr zmierzył wzrokiem siedzącego w pozycji lotosu sylvari i usiadł nad brzegiem większej kałuży, którą uparcie można by nazwać jeziorkiem. Aby dostać się do tej ukrytej, zielonej jaskini, musiał przepłynąć przez kilkumetrowy, podwodny tunel w jednym z Ogrodów w Gaju, więc teraz marszczył brwi wyklinając ,,chodzące drzewa" i susząc futro. Raz po raz nerwowo zerkał na medytującego sylvari, płynąc wzrokiem wzdłuż ścieżki na końcu której wznosił się wodospad oblewający wodą głazy pokryte mchem. Chciał zaznaczyć swoją obecność, jednak przez dobre wychowanie, jak i polecenia jakie otrzymał, ociągał się przerywaniem liściastej postaci. Wydając z siebie ciche warknięcie na pograniczu zirytowania i pogodzenia się z losem, ułamał pęd rosnącego nieopodal bambusa i włożył go sobie do ust.
- Są gorzkie – rzucił Thane powstrzymując uśmiech. Widział cała sytuację i specjalnie zaczekał moment, aby upewnić się, że popielec rozgryzł już roślinę. To specjalna odmiana, używana do robienia herbaty – dodał, nie mogąc już ukryć wesołego grymasu.
- Raaagh! – krzyknął charr trzęsąc pyskiem na boki i plując, jakby liczył że w ten sposób szybciej pozbędzie się paskudnego posmaku. Obhydlisthwo – wycharczał wreszcie.
- Napij się wody. Jest oczyszczająca, powinna pomóc – powiedział sylvari, rzucając w jego stronę prowizoryczny kubek z połówki twardej skorupki jakiegoś nieznanego owocu. Chaar przepłukał usta dwukrotnie, po czym wyszczerzył kły w kierunku ,,chodzącego drzewa", które teraz jakby nigdy nic wstało z kamienia i zaczęło nakładać na siebie ubrania. Był pewny, że Thane zaraz poślizgnie się na wilgotnych głazach ciągle lizanych przez wodospad, lecz ten przeskakiwał między skałami z pewnością i finezją. Gdy sylvari zeskoczył w końcu na ścieżkę, wielki kot otrząsnął się i sięgnął po torbę z którą tu przyszedł.
- Niech no zgadnę, pieczona moa w askalońskich ziołach? – zapytał Thane, który pojawił się przy popielcu o wiele szybciej niż ten by się tego spodziewał.
- Nie tym razem, krzaku. Na obżeranie się będziemy mieli czas później. Pamiętasz jak Ká Opiekunka wspominała o dobrym duchu, który czuwa nad twoją sprawą? – tu zrobił krótką pauzę, najpewniej żeby zrobić na rozmówcy wrażenie – Cóż, ten dobry duszek to ja. Miło mi cię nareszcie spotkać, Thane.
Sylvari momentalnie zapomniał o głodzie. Po uściskaniu gościa, energicznie zaprowadził go do pieńka służącego za prowizoryczny stół, a sam siadł naprzeciwko. Wlepił w charra swoje oczy, czekając na wieści.
- No więc – rozpoczął popielec z chrząknięciem – porozglądałem się trochę po Divinity's Reach, i wygląda na to, że paru twoich znajomych – obrócił pysk szukając odpowiedniego słowa – nie ma już fizycznej możliwości stanąć ci na drodze, jeżeli wiesz o czym mówię. Ostatnie miesiące w mieście były wyjątkowo gorące, a bez ciebie pod ręką szybko musiano zacząć samemu prać swoje brudy. Wiesz jak to jest kiedy amatorzy biorą się do roboty - głośno, brudno, niechlujnie i parę szych budzi się z głowami moy w łóżku. Bez takiej karty jak ty, twoi... kumple... nie nadążali, więc szybko usunięto ich z obiegu. Bez silnej ręki, ta banda obdartusów nie pociągnie za długo... – tu uciekł na chwilę wzrokiem, jakby wahając się czy wypada mu głośno wyrazić oczywistą prawdę – ...chyba, że wrócisz do miasta i przeprowadzisz porządk--
- Nie wrócę – gwałtownie przerwał Thane, a jego twarz przeszył wyraz gniewu – Tamten Thane jest już martwy dla Divinity's Reach i chcę, żeby tak pozostało.
- Spokojnie, roślino – pojednawczym tonem powiedział popielec – nie chciałem cię urazić. Mam lepsze wieści – jeżeli skończyłeś już swoje pokutowanie na tym kawałku skały, znalazłem miejsce, które może cię zainteresować. Natknąłem się na nich przypadkiem, tytułują się Ligą Sześciu Filarów i prowadzą szeroko pojętą działalność najemniczą... niekoniecznie jednak w twoim starym stylu – dodał pośpiesznie, widząc iskrę gniewu w oczach sylvari – mam tu parę opracowań na ich temat. Musiałem przytargać je aż z biblioteki Divinity's Reach, więc lepiej wytrzyj konary zanim całe je ubrudzisz – kontynuował charr wyjmując zmiętolone arkusze.
Thane spędził kwadrans przelatując wzrokiem po podsuniętych mu karkach, dokładnie wczytując się szczególnie w rozdział zatytułowany ,,Filary Ligi". Po chwili jednak wstał i odszedł kawałek dalej, wbijając wzrok w ściółkę. Kiedy wreszcie podniósł oczy, popielec wyczytał w jego obliczu wyraz melancholii. 
- To moralni, aktywni i działający zgodnie z prawem ludzie, na dodatek współpracujący z Zakonem Szeptów – powiedział Thane powoli spacerując nieopodal pniaka - Nie ma możliwości, że nie dojdą kim jes-- kim byłem. Jak, twoim zdaniem, miałby wpasowywać się między nich były skrytobójca, uwięziony w przeszłości wrak sylvari, spędzający całe dni na pokutowaniu, medytacji i rozmyślaniu nad istotą moralności?
- Bwaaagh! – Charr machnął pyskiem, jak gdyby przyszło mu przeżuć cały pęd gorzkiego bambusa – Na pewno przyjęli by go chętniej niż wiecznie narzekającą roślinę! Powiedz mi Thane, jaki jest sens twojego przesiadywania na tym głazie?
- Ja... zastanawiam się co zrobiłem źle, szukam czegoś co by mnie usprawiedliwiało, pokutuję płacąc cenę samotn--
- I w jaki sposób siedzenie tutaj i obrastanie w mech ma zwrócić życia, które odebrałeś? –wykrzyczał charr - weź się w garść chwaście, twój żal nie ma pokrycia. – po chwili zauważył jednak jak bardzo musiały wstrząsnąć sylvari te słowa, więc pojednawczym tonem dodał - Więdniesz na naszych oczach, a to jedyna szansa żeby Cię... podlać!
W zagajniku zapadła głucha cisza. Kiedy echo basowego głosu popielca odpowiedziało po raz ostatni, swój koncert wznowiły drobne, czerwonodziobe ptaszki, które zaniemówiły, uważnie śledząc wymianę zdań. Uprzednio delikatny plusk wodospadu stał się teraz głównym dźwiękiem wypełniającym jaskinię. Thane bardzo powoli podszedł do stołu, zebrał wszystkie kartki w jeden plik, po czym włożył je sobie za poły płaszcza. Starannie poprawił pas, sprawdził czy sztylety są na miejscu, po czym przystanął przy tunelu prowadzącym do wyjścia. Odwrócił głowę i zdążył rzucić w stronę popielca ,,Masz rację", zanim płynnym ruchem naciągnął kaptur i zanurkował w krystalicznie czystej wodzie. 





[align=center]CZĘŚĆ NIEKLIMATYCZNA[/align]


Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2

TPGummyH.3178

Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

Gry RPG stawiam sobie w topce moich ulubionych tytułów. Miałem styczność z multum gier MMO i próbowałem naprawdę różnych produkcji, jednak z reguły prędzej czy później natrafiałem na ścianę znudzenia monotonnym grindowaniem lub nieciekawymi questami. Miałem okazję trochę poroleplayować (nie tylko w Guild Warsie 2, choć tutaj niestety jedynie w języku angielskim) i muszę przyznać, że znacząco wydłuża to dla mnie żywotność tytułu i sprawia, że chętnie loguję się do gry.

Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

Nie miałem okazji zagrać w pierwszą część gry, zaś w drugiej moja najstarsza postać liczy sobie 1,233 dni. Grze daję jednak szansę w nieregularnych odstępach czasu, z reguły żeby pograć miesiąc czy dwa a potem dać się jej kurzyć przez następne pół roku. Tym razem ciągle czuję chęć do grania, którą mam nadzieję podtrzymać roleplayem. Co do lore, znam jego podstawy i liczę, że w tajniki wprowadzi mnie ktoś z Waszej społeczności.


W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2? 


Byłem w jednej, stricte casualowej (ale nie RP) gildii "Fairy Tails".


W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

Od jakiegoś czasu miałem ochotę na dobry roleplay, ale spontaniczne akty roleplayu w całej Tyrii z przy użyciu języka angielskiego nie do końca spełniały moje potrzeby. Na czacie zobaczyłem wtedy wiadomość o rekrutacji do polskiej gildii zajmującej się tymi klimatami. Trafiłem na Waszą wiki, a kiedy zobaczyłem jaki rozmach ma wykreowany przez was świat, upewniłem się, że trafiłem w dobre miejsce.

Opisz siebie w kilku zdaniach.

Pogodny, energiczny, pewny siebie. Amatorsko gram na gitarze i keyboardzie. Humanista interesujący się naukami ścisłymi, wcześniej wielbiciel fantastyki (teraz nie potrafię się jakoś przemóc do wzięcia książki do ręki). Lubię poznawać, przebywać i rozmawiać z ludźmi.  Interesuję się też psychologią. Bawi mnie czarny humor i porzucam formalny styl kiedy tylko poczuję się komfortowo.
Mam wrażenie, że ten podpunkt zabrzmiał jak fragment ogłoszenia towarzyskiego dla samotnych panów 
XD

W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

W tygodniu najczęściej między 16 a 24, w weekendy i dni wolne cały dzień. Loguję się kiedy mam ochotę i czas wolny, czasami siedzę przez cały czas, innym razem mogę ominąć dwa dni grania. 



[align=center][/align]

Styczeń 24, 2016, 18:45:29 #1 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Cóż, ja nie mam żadnych wątpliwości, co do tego, żebyś do nas dołączył :)

Styczeń 24, 2016, 19:13:46 #2 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
yap yap
Distance doesn't seperate people... 
[align=right]... Silence does.[/align]
[align=right]- Jeff Hood[/align]

Styczeń 24, 2016, 19:28:14 #3 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Zapowiada się... Bardzo ciekawie. Jestem jak najbardziej na tak

Styczeń 24, 2016, 19:31:02 #4 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
[img=240x330]http://i.imgur.com/XDg5Jwk.jpg[/img]

Styczeń 24, 2016, 19:39:54 #5 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Oczywiście, że na TAK

Styczeń 24, 2016, 21:25:00 #6 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
+

Styczeń 24, 2016, 21:34:15 #7 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Jasne że tak :D

Styczeń 25, 2016, 00:02:41 #8 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
jestem na tak

Styczeń 25, 2016, 18:00:06 #9 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Podoba mi się, jestem na tak.

Styczeń 26, 2016, 16:22:04 #10 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
Dawać go tu ! Jestem na TAK :D

Styczeń 26, 2016, 18:17:40 #11 Ostatnia edycja: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 by NULL
[align=center][/align]

Pierwszy krok jest już za Tobą! W przeciągu maksymalnie kilku dni zgłosi się do Ciebie jeden z radnych, w  celu przeprowadzenia rozmowy rekrutacyjnej. Obserwuj uważnie chat, a także skrzynkę pocztową w grze, gdyż w razie trudności z dostępnością, właśnie tam może pojawić się wiadomość od Ligi Sześciu Filarów.